Byli uczniowie wspominają Agatę Pachlę, wieloletnią nauczycielkę lubaczowskiej „dwójki”

4
fot. Archiwum SP nr 2 w Lubaczowie
fot. Archiwum SP nr 2 w Lubaczowie

Byli uczniowie Szkoły Podstawowej Nr 2 w Lubaczowie wspominają Agatę Pachlę, wieloletnią nauczycielkę języka polskiego w tej placówce.

Ostatnio pożegnaliśmy Panią Agatę Pachlę, wieloletnią nauczycielkę języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 2 w Lubaczowie. Była cudownym nauczycielem wielu pokoleń uczniów, którzy wyposażeni w zdobytą na Jej lekcjach wiedzę, mogli potem śmiało wybierać najlepsze uczelnie w kraju. Nikt z taką pasją nie tłumaczył zawiłości gramatycznych naszego języka. Zabierała nas na wycieczki i z cierpliwością uczyła nazw kwiatów, drzew. Ze wzruszeniem czytała wiersze naszych poetów. Do dzisiaj wspominamy lekcję z Nią i ciągle uświadamiamy sobie, jak wiele nas nauczyła i jak duży wpływ miała na nasze losy.

Była niezwykle mądra, troskliwa, wyrozumiała, cierpliwa, solidna. Zawsze uśmiechnięta i życzliwa –  pedagog łączący w sobie cechy dobrej matki, przyjaciela i nauczyciela.

Taka pozostanie na zawsze w naszej pamięci
– napisali do naszej redakcji byli uczniowie zmarłej niedawno nauczycielki.

Wspominam ją jako jednego z najlepszych moich nauczycieli. Opowiadałam o Niej mojemu synowi.  Całą wiedza jaką człowiek miał z języka  polskiego pochodziła od Pani Pachli. Super znajomość gramatyki ratowała mi tyłek na egzaminach z gramatyki niemieckiej i w  czasie studiów dotarło do mnie, co by było, gdybym nie wiedziała co to imiesłów.

Pamiętam Jej wzruszenie przy „Elegii o chłopcu polskim”,  niesamowite wycieczki szybkim krokiem np. w poszukiwaniu wiosny. Była taka solidna, taka zorganizowana. Nawet bardzo chora, uśmiechała się i żartowała.

Nauczyła nas pięknie mówić i pisać. Kiedy w czasie studiów przeczytałam swoje wypracowanie z podstawówki,  nie mogłam uwierzyć,  że tak pisałam…

Kiedyś próbowałam powiedzieć, jak wiele Jej zawdzięczam, ale Ona była taka skromna, że tylko się uśmiechnęła…

Beata Pietrasiewicz

Nasza Wychowawczyni….Pamiętam  Jej wielkie ciemne okulary, głowę uniesioną do góry i jakąś tajemnicę wokół –  tak mi się wydawało…, kiedyś…

Wspominam pracownię w auli, pianino i grającą na nim Agnieszkę G, przy szaleństwie całej klasy, krzyżówki ortograficzne na wyścigi… Ona nas tym polskim zaraziła, oswoiła gramatykę, rozbroiła ortografię. Myślę że lubiła to, co robiła. Nasza klasa przez trzy pierwsze lata nazywała się „Krasnoludki”, mieliśmy swój hymn, ale potem to już były poważniejsze lektury, zażarte dyskusje i andrzejki w naszej pracowni języka polskiego.

Przy Pani Agacie Pachli części mowy i części zdania to same jakoś „wychodziły”, Nie to, co teraz…

Marek Marko

Cieplutko się robi na samą myśl o tych czasach… Tak, wycieczki – szybko, szybko…,

Była szczęściarą – kochała to, co robiła, a do tego obowiązkowa, skromna – prawdziwa nauczycielka z powołaniem i pasją. Dzisiaj to rzadkość, dlatego nasze dzieci tak często nie lubią szkoły… Pamiętam Jej niezwykłą dbałość o to, jak mówimy i lekcje dykcji, ćwiczeń  w akcentowaniu wyrazów.

Marta Zabrońska

Tak mi się strasznie zrobiło, gdy usłyszałam, że odeszła. Ostatnio opowiadałam o Niej moim uczniom  …

Czasami łapię się na tym, że ucząc dzieci polskiego, przypominam sobie Jej lekcje i myślę, że jeśli ktoś tak głęboko zapada w czyjąś pamięć, to musi być Wielki. Tak dużo Jej zawdzięczam.

Była moją Wychowawczynią. Dbała o nas, wymagała, i – co było rzadkością na początku lat 80. –  miała odwagę powiedzieć „nie” brutalnym, niepedagogicznym metodom innych nauczycieli i stanąć w obronie swoich uczniów i ich godności.

Pamiętam każdy początek roku szkolnego, kiedy witała nas promiennym uśmiechem w swojej pracowni i każdy koniec roku, gdy z dumą wręczała nam świadectwa, nagrody, wyróżnienia i tarcze „Wzorowy uczeń”.

Gdy myślę o Niej, to zawsze wraca najpierw Jej miękki, stanowczy głos, postać spowita w ponczo włóczkowe, mknąca z nami na wycieczki na wzgórze zamkowe…. Warto było mknąć, próbować doganiać, choć w życiu Jej już nie dogonimy. A miałam jakieś przeczucie… Prosiłam mamę, by powiedziała Jej, jak była dla mnie ważna.

To była „chodząca skromność”. Pamiętam, gdy spotkałam Ją na rynku w 2001 roku z moim małym synkiem. Popatrzyła na mnie, jakby chciała powiedzieć „Boże, ależ urosłaś!” i dziwiła się, że się zatrzymałam, by z Nią porozmawiać.

Lekcje prowadziła tak, że nie musiałam się w domu uczyć, ani powtarzać. Wszystko pamiętałam i pamiętam do tej pory z lekcji! Na studiach siedziała ze mną w ławce Pani Agata – egzaminy z gramatyku opisowej i historycznej to był „pikuś”…

Taka szkoda…

Nigdy nie zapomnimy… Dziękujemy!

Magdalena Saganowska

4 komentarze

  1. W imieniu mamy chciałbym podziękować za tyle pozytywnych komentarzy.
    Ja też byłem jej uczniem i wbrew pozorom wcale nie miałem taryfy ulgowej, czasami musiałem pisać wypracowania domowe dwa razy, bo już w domu sprawdziła i stwierdziła, że to nie to”. Mimo mojego buntu, wyszło mi to na dobre. Jeszcze dzisiaj (mimo, że minęło ponad 30 lat) potrafię zadeklamować „Bagnet na broń” czy wiersz „o miłości do ziemi ojczystej”. Byłem umysłem ścisłym, studiowałem w Wojskowej Akademii Technicznej, miałem zostać specjalistą od elektronicznych systemów naprowadzania, ale życie pokierowało inaczej i nagle okazało się, że podobnie jak moim przedmówcom , na studiach germanistycznych ratowałem się gramatyką z podstawówki – gdzie nie było lekcji bez rozbioru gramatycznego i logicznego zdania… Do dzisiaj jestem jej za to wdzięczny, lecz ja też nie zdążyłem jej za to podziękować… tak nagle odeszła….
    Artur Pachla

  2. Drogi Anonimie i Arturze
    Niepotrzebna zgryźliwość. Tak Pani Agata miała do czynienia z naszą wdzięcznością. Każdy nauczyciel, dobry nauczyciel (jak Ona) odbiera w swoim życiu podziękowania, życzliwość nawet przy zwykłym „Dzień dobry” na ulicy.

zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here