Lubimy wędliny. Na śniadanie i kolację, w zupie i w bigosie, w leczo i w fasolce po bretońsku, grillowane, gotowane, przypiekane na patyku nad ogniskiem. Bardzo lubimy, chętnie jemy i… nie zawsze zwracamy uwagę na to, co kupujemy.

Zdrowy smak kiełbasek

Jeśli przyjrzymy się uważnie etykiecie wędliny kupowanej w pobliskim sklepie, okaże się, że skład może zaskoczyć. Co prawda na pierwszym miejscu znajduje się mięso, ale jego udział procentowy często wynosi nie 100, nie 90 nawet, ale 60-70-80%. Uważnie czytając etykietę, dowiemy się, co kryje się pod pozostałymi procentami. Szczerze mówiąc – nic dobrego. Woda, która zazwyczaj używana jako sposób nabicia wagi – choć nie zawsze, bo np. w parówkach jest konieczna do uzyskania odpowiedniej konsystencji i znajduje się nawet w tych wytwarzanych wg receptur tradycyjnych, jak w https://www.wedliny.pl/produkty/parowki-i-kielbaski/. Błonnik, soja, białko roślinne, występujące pod przeróżnymi nazwami, a dużo tańsze niż mięso. Oczywiście mięsnego smaku również nie posiadające, więc kolejne linijki etykiety zabierają wszelkiej maści polepszacze smaku, barwniki, dodatki zapachowe, środki konserwujące. Genialne rozwiązanie, patrząc od strony producenta, pozwalające z kilograma mięsa zrobić półtora kilograma wędliny.

Zawartość mięsa w wyrobie faktycznie może być szokująca. W skrajnych przypadkach sięga 60%, chociaż na rynku były i takie, w których mięsa było połowę. Koncentraty sojowe, wykorzystywane jako uzupełnienie wędliny, niekoniecznie są szkodliwe, ale po prostu nie są mięsem, którego oczekujemy. Dużo groźniejsze są substancje używane do poprawienia kolorytu, smaku, zapachu i terminu ważności wędliny. Rakotwórcze azotany i azotyny. Fosforany, podwyższające ryzyko chorób układu krążenia, nerek i kości. Glutaminian sodu, benzoesany, nadmierne ilości soli (NaCl)…

Osobom choć w miarę orientującym się w bogactwie środków chemicznych użytych w produkcji, w tym momencie przechodzi smak i ochota…

Co jeść, by dobrze jeść?

… ochota nie na wędlinę, ale na wędlinę złej jakości. Na szczęście jest dla niej alternatywa. W Polsce znajduje się wiele niedużych zakładów wędliniarskich, obsługujących lokalne rynki. Wyrabiających kiełbasy, parówki, szynki czy kaszanki przede wszystkim z myślą o smaku i własnej renomie. Niektórym udaje się sięgnąć także na rynek ogólnopolski, na przykład za pośrednictwem sklepu internetowego https://www.wedliny.pl/.

Tacy producenci są przykładem, że nie zawsze i nie dla każdego liczy się tylko niska cena. Że jakość i skład mają znaczenie. Nie tylko dla samego smaku, ale też dla zdrowia. Owszem, są wędliny tradycyjne są droższe, bo droższe są surowce do ich wyrobu użyte. W produkcji swojskiej wędliny na kilogram gotowego wyrobu zużywane jest 1,0-1,3kg mięsa. W produkcji masowej może wystarczyć do tego 0,7kg. I to czuć w smaku, w aromacie, w satysfakcji, jaką daje choćby kęs swojskiej kiełbasy, tradycyjnie robionej kaszanki, czy zdrowych parówek, podanych dziecku na śniadanie.

zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here