W czwartek 27. stycznia w hali sportowej przy Szkole Podstawowej w Oleszycach odbył się II Halowy Turniej Mini Piłki Nożnej o Puchar Burmistrza Miasta i Gminy. Do zawodów przystąpiły cztery drużyny juniorów starszych: TKS „Tomosovia” Tomaszów Lubelski, LKS „Start” Pruchnik, KS „Czuwaj” Przemyśl i gpospodarze LKS „Czarni” Oleszyce. Turniej w Oleszycach zdominowali młodzi zawodnicy Czuwaja Przemyśl.
W turnieju pierwsze miejsce wywalczył KS „Czuwaj” Przemyśl, drugie miejsce zajął LKS „Start” Pruchnik. Gospodarze LKS „Czarni” Oleszyce zajęli trzecią pozycję, a na czwartej uplasowali się zawodnicy TKS „Tomasovia” Tomaszów Lubelski. W trakcie rozgrywek wyłoniono najlepszego zawodnika, bramkarza oraz strzelca turnieju. Najlepszym zawodnikiem został Bartłomiej Zieliński z TKS „Tomasovii” Tomaszów Lubelski, miano najlepszego bramkarza przypadło Adamowi Szanter z KS „Czuwaj” Przemyśl, a najlepszym strzelcem z 12 golami na koncie okazał się Damian Czekański również z KS „Czuwaj” Przemyśl. Wyróżnieni zawodnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz statuetki a kapitanowie zwycięskich drużyn odebrali puchary i dyplomy.
„Zostawmy raka na plaży” pod takim hasłem w Zespole Szkół w Oleszycach odbyła się sesja popularnonaukowa w ramach IV edycji programu „Mam haka na raka”. Zespół Hakowiczów złożony z uczniów klas I i II przygotował i przedstawił prezentację dotyczącą raka płuc. W sesji uczestniczyli prawie wszyscy uczniowie szkoły.
Przez cały dzień Hakowicze zbierali pluszaki dla dzieci z chorobami onkologicznymi, dzięki hojności naszych uczniów, nauczycieli i pracowników szkoły udało nam się zebrać setki zabawek. Uczniowie jako jedyni z powiatu lubaczowskiego przyłączyli się do ogólnopolskiego programu programem edukacyjnym skierowanym do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych w całej Polsce.
Istotą „Mam Haka na Raka” jest zaangażowanie młodych ludzi w stworzenie kampanii społecznej, która będzie promowała profilaktykę nowotworową. Głównym zadaniem postawionym przed uczniami jest propagowanie postaw prozdrowotnych skierowanych do ich najbliższego otoczenia. Dzięki realizowanym akcjom młodzi ludzie mogą realnie wpłynąć na nastawienie Polaków wobec chorób nowotworowych – mogą sprawić, że dorośli przestaną uciekać od problemu, a zamiast tego zaczną zapobiegać chorobom poprzez odpowiednią profilaktykę.
Sesja i zbiórka maskotek to pierwszy etap akcji. Kolejny to Warsztat Kreatywny, na który zapraszane są najbardziej aktywne drużyny. W tym etapie młodzież weźmie udział w sesji wykładów prowadzonych przez specjalistów z dziedzin marketingu i PR. Uczniowie poznają tajniki tworzenia kampanii społecznych, a zdobytą wiedzę wykorzystają do zaprojektowania kampanii społecznej zachęcającej do korzystania z badań profilaktycznych. Zgłoszone przez nich pomysły wezmą udział w konkursie „Znajdź Haka na Raka”. Autorzy najlepszego pomysłu na kampanię, a tym samym zwycięzcy całego programu, są wyłaniani podczas uroczystej Gali Finałowej w Warszawie, na którą zaproszone zostaną wszystkie zespoły, które nadeślą projekty kampanii. Laureaci zdobywają cenne nagrody nie tylko dla siebie, ale również dla swojej szkoły. Ponadto ich pomysł jest opracowany przez agencję reklamową i prezentowany całej Polsce w postaci ogólnokrajowej kampanii społecznej.
Nawet 10 lat pozbawienia wolności grozi 31-letniemu lubaczowianinowi. Wczoraj w czasie przesłuchania mężczyzna usiłował wręczyć dzielnicowemu 300 zł łapówki w zamian za odstąpienie od czynności służbowych.
Wczoraj do lubaczowskiej komendy zgłosił się na przesłuchanie 31-letni mieszkaniec Lubaczowa. W czasie przesłuchania mężczyzna usiłował wręczyć dzielnicowemu 300 zł łapówki by ten odstąpił od wykonania czynności służbowych. Policjant o tym fakcie natychmiast powiadomił swoich przełożonych. Banknoty zostały zabezpieczone, a mężczyzna zatrzymany. Dzisiaj Sąd Rejonowy w Lubaczowie zadecyduje o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu lubaczowianina.
Jak się również okazało 31-latek przyjechał do komendy swoim samochodem, choć miał wydany przez sąd i obowiązujący do kwietnia 2011 r. zakaz prowadzenia pojazdów.
POTOK JAWOROWSKI,. KOBYLNICA RUSKA. Nasza poniedziałkowa publikacja odbiła się szerokim echem
W poniedziałkowych Super Nowościach napisaliśmy o tym, że proboszcz parafii p.w. Trójcy Przenajświętszej w Potoku Jaworowskim z imienia i nazwiska wymienił naszego Czytelnika, jako tego, który nie dał datku na kościół. Po naszej publikacji mailowało do nas i telefonowało wiele osób.
– Nie o datek na kościół szło księdzu, tylko o pieniądze na plebanię – wyjaśnia nasz Czytelnik z parafii, o której napisaliśmy. – A co w tym złego, że podał nazwisko kogoś, kto nie dał? – dopytuje się. – Na taki cel trzeba dać, a jeśli się nie dało, to trzeba ponieść karę! – uważa mężczyzna.
– To się w głowie nie mieści, żeby ksiądz się upominał w taki sposób o kasę. Słyszałam, że na wsiach to jakiś „zwyczaj”. Wielu kapłanom się takie coś nie podoba i nie robią takich rzeczy, czas się od nich uczyć księże proboszczu – – stwierdza nasza Czytelniczka telefonująca do redakcji.
Najważniejsze kto doniosł?
Do naszej redakcji zadzwonił też tajemniczy mężczyzna, który przedstawił się jako „historyk”. Musiał to wszelako być badacz historii najnowszej, bo interesowało go tylko …kto „doniósł” na księdza Super Nowościom. Był więcej niż napastliwy, ale oczywiście niczego nie wskórał, ponieważ zgodnie z prawem nie ujawniamy nazwisk naszych informatorów, jeśli sobie tego nie życzą.
Jednocześnie, jak się dowiedzieliśmy, proboszcz Stanisław G. zażyczył sobie nadzwyczajnego zebrania rady parafialnej. – Słyszałem, że zapowiadał, iż dowie się nazwiska każdego, kto kontaktował się z gazetami – mówi nasz Czytelnik, który na księdza złożył doniesienie do prokuratury.
Prokuratura i biskup sprawdzają
– Pismo już do nas dotarło i skierowaliśmy sprawę do policji w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających – wyjaśniła nam Maria Budzianowska, zastępca Prokuratora Rejonowego w Lubaczowie. Udało nam się skontaktować z rzecznikiem biskupa Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej, księdzem prałatem dr. Adamem Firoszem. – Nie wpłynęły do nas żadne skargi na tego kapłana z jego parafii – podkreśla ks. prałat. – Dodam, że jest to kapłan doświadczony. Prawdę mówiąc dziwię się temu parafianinowi, który skierował pismo do prokuratury – dodaje. – Jeśli to osoba wierząca, a za taką się podaje, to powinien zwrócić się do przełożonych kapłana, czyli do nas, a nie do prokuratury – stwierdza ks. A. Firosz. Na naszą uwagę, że zarówno parafianin, jak i ksiądz G. są nie tylko członkami wspólnoty Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ale i obywatelami RP, których spory może rozsądzać wszak władza świecka, mówi:- Oczywiście, formalnie tak jest, niemniej od wierzącej osoby chyba oczekiwać należy innej postawy – uważa ksiądz prałat.
Koperty źle się kojarzą
– Chciałbym, żeby ksiądz proboszcz zrozumiał swój błąd i przeprosił tych wszystkich, których wymienił – mówi zdecydowanie nasz Czytelnik. – Chciałbym też, żeby finansowe działania księdza były transparentne. Nie ma nic złego w zbiórce na plebanię, ale niechże ona będzie jakaś cywilizowana! W parafii w Wielkich Oczach jest na przykład fundusz remontowy, z numerem konta i rada parafialna ma pełen wgląd w finanse na remont plebani. A branie i dawanie kopert kojarzy się wszystkim źle- dodaje.
Niepełnosprawna Halina Knap z Lubaczowa zmaga się z cukrzycą od 30 lat. Mimo złego stanu zdrowia, nie może doprosić się pomocy w dofinansowaniu zakupu pompy insulinowej, która znacznie ułatwiłaby jej codzienne funkcjonowanie. Ostatnią nadzieją jest Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie.
Chorobę wykryto u niej na początku lat 80. Przez lata uczyła się z nią żyć. Jednak jej życie zmieniło się po operacji z powodu dyskopatii szyjnej, jaką przeszła w 2001 r. W jej wyniku u pani Haliny nastąpiło porażenie kończyn. Z dnia na dzień stała się osobą niepełnosprawną. Obecnie porusza się o kuli i na wózku inwalidzkim – Zaczęły się problemy. Jako cukrzyk muszę kilka razy na dzień przyjmować insulinę, mierzyć poziom cukru i wymieniać igły. Niestety, nie mogę tego zrobić samodzielnie – wyznaje. Na co dzień pomaga jej najbliższa rodzina. Rozwiązaniem jej problemów mogłaby być pompa insulinowa. Niestety, według obowiązujących przepisów ministerstwa zdrowia, pani Halinie nie przysługuje prawo do ubiegania się o dofinansowanie. Koszt pompy to około 8 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć 300 złotych miesięcznie na jej osprzęt. Na to pani Haliny jednak nie stać.
Źródło: www.zycie.pl, więcej w papierowym wydaniu Życia Podkarpackiego
Lubaczowska prokuratura bada sprawę śmierci 61-letniego myśliwego z Oleszyc. Jako przyczynę podaje się nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo.
Ciało mężczyzny znaleziono w domu 19 stycznia. Przy 61-latku znajdowała się jego dubeltówka, z której padł strzał. – Rozważane są dwie wersje wydarzeń. Albo doszło do nieostrożnego obchodzenia się z bronią, a w konsekwencji mężczyzna został postrzelony i zmarł lub też było to samobójstwo – informuje Maria Budzinowska, zastępca Prokuratura Rejonowego w Lubaczowie. Przesłuchana została już rodzina zmarłego oraz przeprowadzona sekcja zwłok. Jak dodała M. Budzinowska, na tym etapie prokuratura wykluczyła udział osób trzecich w zdarzeniu. Mężczyzna był leśniczym i posiadał zezwolenie na broń.
W najbliższy weekend, na zakończenie ferii zimowych, w Tomaszowie Lubelskim odbędzie się największa w kraju impreza sportowa dla dzieci i młodzieży w narciarstwie biegowym – „Bieg na igrzyska – Polbank CUP”. Jest to cykl zawodów rozgrywanych w ramach Narodowego Programu Rozwoju Biegów Narciarskich pod patronatem Justyny Kowalczyk.
W piątek 28 i sobotę 29 stycznia na trasach biegowych „Siwej doliny” odbędą się 3 i 4 zawody drugiej edycji programu. Pierwsze rozegrano w Jakuszycach, gdzie wystartowało 465 zawodników. W Tomaszowie ma się pojawić około 350 narciarzy. Podczas zawodów, zaliczanych do Pucharu Polski Polskiego Związku Narciarskiego, juniorzy młodsi i juniorzy wezmą udział w eliminacjach do Zimowej Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży.
Pierwszy dzień rywalizacji upłynie pod znakiem sprintów techniką dowolną. Narciarze będą mieć do pokonania dystans 1200 metrów. „Będzie ostry zjazd i długi, stromy podbieg do mety” – zapowiada wiceprezes do spraw organizacyjnych Lubelskiego Okręgowego Związku Narciarskiego Waldemar Kołcun. Zawody rozpoczną się o 10.00 od startów kwalifikacyjnych, po których zostaną wyłonione obsady biegów ćwierćfinałowych, a następnie półfinałowych i finałowych. Od fazy ćwierćfinałowej, po raz pierwszy w Polsce, zawodnicy będą rywalizować przy sztucznym oświetleniu.
W drugim dniu tomaszowskich zawodów biegacze zmierzą się na dystansach pokonywanych techniką klasyczną. Po 10 kilometrów przebiegną seniorzy i juniorzy A, po 5 kilometrów seniorki oraz juniorki A i B, a także juniorzy B. Na dystansie 3 kilometrów będą rywalizować juniorzy i juniorki C oraz juniorzy D, a dystans 2 kilometrów pokonają juniorki D i E, a także juniorzy E.
W województwie podkarpackim jest blisko 4 tysiące zabytkowych obiektów. W porównaniu do innych województw, to stosunkowo dużo. Wiele z nich wymaga jednak natychmiastowego przeprowadzenia prac konserwatorskich. W 2011 r. Wojewoda Podkarpacki przeznaczy na ratowanie zabytków 9,5 mln zł.
– Z każdym rokiem przekazujemy coraz większe środki finansowe na ochronę zabytków. W 2005 r. województwo dysponowało kwotą 2,6 mln zł. Dziś środki przeznaczane na ochronę zabytków są niemal cztery razy większe – powiedziała podczas konferencji prasowej Wojewoda Małgorzata Chomycz.
Do 28 lutego b.r. właściciele i osoby zarządzające obiektami wpisanymi do rejestru zabytków mogą ubiegać się o dotacje na prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane. Dotacje przyznawane są w wysokości do: 50 %, a w niektórych przypadkach nawet do 100 % nakładów. Pokrycie kosztów powyżej 50 % jest możliwe m.in. w przypadku zabytków o wyjątkowej wartości historycznej, artystycznej czy naukowej. W 2011 roku dotacje będą przeznaczone w pierwszej kolejności na obiekty, które ucierpiały w ubiegłorocznej powodzi.
Grażyna Stojak, wojewódzki konserwator zabytków jako pozytywny przykład podaje cerkiew w Radrużu, którą przejęło Muzeum Kresów w Lubaczowie. Pozytywne przykłady ze strony samorządów to np. Narol i Sieniawa, gdzie przejęto cenne cerkwie. Powstają w nich teraz centra kultury.
15. stycznia 2011r. w Miejskim Domu Kultury w Łańcucie odbyły się eliminacje do X Podkarpackiej Indywidualnej Ligi Warcabowej. W turnieju udział wzięło 48 zawodników z województwa podkarpackiego. Zawodnicy reprezentowali m.in. miejscowości: Łańcut, Rzeszów, Przemyśl, Stalową Wolę, Mielec, Jasło, Krosno, Sanok, Wolę Dębowiecką, Horyniec Zdrój, Lubaczów i Dachnów.
Turniej rozgrywano systemem szwajcarskim na dystansie 7-miu rund, tempo gry 30 minut dla zawodnika. Czterech zawodników reprezentujących warcabowy klub Unia Horyniec (kierowany przez panią Ewę Żuk), zakwalifikowało się do pierwszej dziesiątki najlepszych warcabistów województwa podkarpackiego. Michał Szczybyło zajął w eliminacjach pierwsze miejsce, Wojciech Wołczak był czwarty, Waldemar Karuś szósty, a Klaudia Mroczko ósma. Zawodnicy powalczą w finale Podkarpackiej Ligi w dniach 19-20 lutego 2011 w Łańcucie.
Swietłana S., 48-letnia obywatelka Ukrainy, dwukrotnie była zatrzymywana przez funkcjonariuszy Straży Granicznej przewożąc w samochodzie papierosy pochodzące z przemytu. Łącznie posiadała 6 378 paczek papierosów, a ich wartość rynkowa to ponad 50 tysięcy złotych.
W dniu 11-go stycznia, funkcjonariusze z placówki Straży Granicznej w Horyńcu – Zdroju w trakcie kontroli pojazdów, zatrzymali Swietłanę S. po raz pierwszy. Wówczas przewoziła w bagażniku samochodu 3 234 paczki papierosów pochodzących z przemytu i alkohol. Okazało się, że cudzoziemka niedawno została żoną Ryszarda S. z Lisiej Góry (powiat tarnowski) i aktualnie stara się o kartę pobytu w Polsce. Po upływie tygodnia zdarzenie się powtórzyło. Funkcjonariusze zatrzymali ponownie Swietłanę S. w trakcie podróży samochodem. Tym razem w bagażniku posiadała 3 144 paczki papierosów oraz siedem litrów alkoholu.
W obydwu przypadkach, wobec Swietłany S. zostało wszczęte postępowanie karno – skarbowe. Papierosy uległy przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa.
Wczoraj lubaczowscy policjanci zatrzymali posiadacza marihuany. 20-latek wyjaśniał, że narkotyki zakupił w Czechach i przywiózł je do kraju. Przebywający z nim dwaj znajomi nie wiedzieli nic o narkotykach kolegi.
Wczoraj lubaczowscy policjanci uzyskali informację o mężczyźnie przewożącym narkotyki. Miała to być marihuana. Kilka godzin później funkcjonariusze w busie przewożącym osoby zatrzymali 20-latka oraz dwóch jego znajomych.
Zachowanie mężczyzny wskazywało na to, że znajduje się on pod wpływem środków odurzających. Podczas dalszych czynności policjanci odnaleźli przy nim woreczek z suszem. Użyty tester potwierdził, że jest to marihuana. Dalsze wyjaśnienia posiadacza narkotyków pozwoliły ustalić, że marihuana prawdopodobnie została zakupiona na terenie Czech. Koledzy 20-latka nic nie wiedzieli o trefnym towarze ich towarzysza podróży.
Mieszkaniec Lubaczowa odpowie za nielegalne posiadanie narkotyków.
W niedzielny poranek, prawie w samym centrum miasta, lubaczowscy policjanci zatrzymali do kontroli drogowej fiata 126p. Jak się okazało chwilę później, w „maluchu” przewożono 20 butelek wódki bez polskich znaków akcyzy. „To nie pierwszy sukces lubaczowskich policjantów w walce z przemytnikami” – chwali się lubaczowska komenda policji.
Wczoraj kilkanaście minut po godz. 8 funkcjonariusze lubaczowskiej komendy niemal w centrum miasta zatrzymali do kontroli drogowej „małego” fiata. Policyjna intuicja nie zawiodła funkcjonariuszy, wewnątrz pojazdu ujawnili 20 butelek wódki bez polskich znaków akcyzy. W miejscu zamieszkania kierowcy „malucha” policjanci ujawnili kolejny alkohol oraz papierosy pochodzące z przemytu. Samochodem kierował 53-letni mieszkaniec powiatu lubaczowskiego.
KOBYLNICA RUSKA, POTOK JAWOROWSKI. Parafianie są zbulwersowani. Nasz Czytelnik twierdzi, że 16 stycznia ksiądz proboszcz wymienił go z imienia i nazwiska podczas mszy, jako tego, który nie daje pieniędzy.
– Nie życzę sobie, żeby ksiądz informował całą parafię, że nie dałem datku na kościół – mówi nasz Czytelnik z Kobylnicy Ruskiej (pow. lubaczowski). – Jestem zbulwersowany zachowaniem naszego proboszcza – dodaje mężczyzna. – Jego postępowanie zniechęciło mnie do aktywnego uczestniczenia w życiu parafii – podkreśla wierny. Ksiądz proboszcz z Potoku Jaworowskiego nie chce z nami na ten temat rozmawiać.
Kobylnica Ruska to mała wieś w gminie Wielkie Oczy. Należy do parafii p.w. Trójcy Przenajświętszej w Potoku Jaworowskim, którą od kilku lat kieruje ksiądz Stanisław G. – Nie ma porównania pomiędzy poprzednim proboszczem, a tym – mówi nasz Czytelnik (dane znane redakcji). – Wcześniejszy proboszcz to był ciepły człowiek, naprawdę pełnił posługę duszpasterską – podkreśla mieszkaniec Kobylnicy Ruskiej – To, co robi ksiądz G. jest zaprzeczeniem roli kapłana – uważa mężczyzna. Jak się okazało, zachowanie księdza Stanisława G. nie podoba się nie tylko temu parafianinowi. – Nikt tego nie powie oficjalnie, wiadomo, jak jest na wsi – mówi inny członek wspólnoty parafialnej proszący o nieujawnianie jego nazwiska – Ale postępowanie proboszcza nie podoba się wielu ludziom z parafii. Delikatnie mówiąc, można odnieść wrażenie, że sprawy materialne są dla niego priorytetem – opowiada nasz rozmówca. – Ksiądz chciał na przykład wprowadzić opłatę „od dołka” na naszym cmentarzu – zdradza. – Miało to kosztować 150 złotych. Na szczęście sprzeciwiła się temu rada parafialna – dodaje. Według relacji niezadowolonych parafian proboszcz G. ma też dziwne sposoby na namawianie wiernych do zamawiania mszy św. za dusze ich zmarłych bliskich. – Sprawdza komu ktoś zmarł w rodzinie wcześniej i powołując się na pamięć tej osoby i sumienie rodziny wręcz wymusza zamówienie mszy – twierdzą niektórzy parafianie. – Czasem dotyczy to ludzi starszych, bardzo skromnie żyjących, wręcz biednie – dodają.
Parafianin:”Ja nic winny księdzu G. nie jestem”
Czara goryczy w naszym Czytelniku przelała się, gdy dowiedział się, że 16 stycznia ksiądz proboszcz wymienił go z imienia i nazwiska podczas mszy, jako tego, który nie dał żadnych pieniędzy. – Przez księdza G. i jego podejście do ludzi zaniedbałem się, jako katolik – przyznaje mężczyzna. – Jego postawa odstręcza mnie od Kościoła – dodaje – Tym razem przesadził! Ja żadnych pieniędzy księdzu G. nie byłem winny, żeby publicznie się ode mnie ich domagał – mówi nasz Czytelnik. – Nie upoważniłem też proboszcza do ujawniania moich danych osobowych! To jest po prostu skandaliczne – stwierdza wzburzony. Na zwróceniu się do nas Czytelnik nie poprzestał. – Skierowałem do lubaczowskiej prokuratury pismo w tej sprawie – ujawnia.
Proboszcz: „Życzę miłego dnia”
Ksiądz proboszcz Stanisław G. rozmawiać z nami nie chce. Na nasze pytanie o tę sprawę mówi: – Życzę miłego dnia – i odkłada słuchawkę telefonu. W zamojskiej Kurii nie mamy szczęścia zastać rzecznika biskupa, ale udaje się nam dowiedzieć, że nie dotarły do niej żadne skargi na księdza Stanisława G. – Czy państwa nie zastanawia, że parafianin zamiast zwrócić się do rady parafialnej, albo do nas z taką sprawą, zgłasza się do gazety? – pyta rozmawiający z naszym dziennikarzem kapłan z Kurii. – Proszę zapytać tego pana dlaczego się do nas z tym nie zwrócił – radzi. – Nie pisałem do Kurii, bo nie wierzę, że to coś zmieni – przyznaje nasz Czytelnik. – To nie jest pierwszy raz aroganckiego zachowania księdza G. i nic się nie zmienia – dodaje. – Niestety jest tak, że w takich sytuacjach „ksiądz ma zawsze rację” – zauważa nasz Czytelnik. – Jego przełożeni zawsze stają po jego stronie.
Jak się dowiedzieliśmy wysłane kilka dni temu pismo do prokuratury jeszcze do niej nie dotarło.
15,3 mln zł z UE mogą zdobyć podmioty zainteresowane tworzeniem i rozwojem klastrów w regionach Polski Wschodniej. Wnioski konkursowe o dotacje będzie można składać od 1 lutego do 29 kwietnia 2011 r.- poinformowała Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.
To drugi taki konkurs z programu „Rozwój Polski Wschodniej”. O pieniądze mogą się starać koordynatorzy klastrów z terenu pięciu województw objętych tym programem: warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego, podkarpackiego i świętokrzyskiego.
Pieniądze można zdobyć m.in. na organizację i rozwój klastra, funkcjonowanie biura klastra, opracowanie strategii rozwoju, strategii marketingowej, zagraniczne misje branżowe. Można otrzymać dofinansowanie w wysokości do 90 proc. wartości projektu.
Wnioski należy składać w siedzibie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w Warszawie.
Klaster to skupisko powiązanych ze sobą firm, działające na konkretnym terenie geograficznym, współpracujące z jednostkami badawczymi. Firmy jednocześnie współpracują i konkurują ze sobą. Klastry są uważane za ważny element służący poprawie konkurencyjności gospodarki.
Pierwszy konkurs na tworzenie i rozwój klastrów z programu „Rozwój Polski Wschodniej” odbył się w 2009 roku. Unijne pieniądze – łącznie 32,9 mln zł – otrzymało po konkursie 11 klastrów. Do zdobycia było 47,2 mln zł z UE. PARP oceniła, że zainteresowanie konkursem w 2009 roku było duże. Jak poinformowała w poniedziałek PAP Karolina Starzyk z PARP, do 11 podmiotów trafiło wówczas 70 proc. środków dostępnych w konkursie. W rywalizacji konkursowej z powodów formalnych odpadło wówczas 5 wniosków, jeden wnioskodawca zrezygnował z zawarcia umowy.
Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu realizuje projekt dotyczący budowy całodobowego lądowiska dla śmigłowców. Koszt projektu wynosi 2 mln zł, 85 procent środków na ten cel będzie pochodzić z funduszy unijnych.
W ramach prac budowlanych płyta lądowiska będzie zlokalizowana przy Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Zostaną wykonane niezbędne instalacje oraz wykonane oświetlenie i monitoring lądowiska. W ciągu najbliższych kilku dni będzie ogłoszony przetarg na wykonanie dokumentacji projektowej wykonawczej. Rozpoczęcie inwestycji będzie uzależnione od terminu podpisania umowy o dofinansowaniu a następnie zakończenia procedury przetargowej na wykonanie wykonawcy.
Placówka realizuje też projekt przebudowy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, którego koszt wynosi około 1,76 mln zł, z czego 1,63 mln zł pochodzi z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. SOR jest obecnie przebudowywany i będzie wyposażony w nową aparaturę medyczną. Z zakresu resuscytacyjno – zabiegowego zakupione zostaną, m.in.: defibrylatory z możliwością wykonania kardiowersji, przenośne zestawy resuscytacyjne, laryngoskopy, przyłóżkowe zestawy rtg, aparaty do powierzchniowego ogrzewania pacjenta, aparaty do znieczulania. Z obszaru terapii natychmiastowej oddział otrzyma, m.in.: kardiomonitory, zestawy do trudnej intubacji, monitor zwiotczenia mięśniowego i monitor głębokości znieczulenia. Ponadto, z obszaru obserwacji zakupione zostaną, m.in.: respiratory stacjonarne i transportowe, pompy infuzyjne, elektryczne urządzenia do ssania i aparaty do szybkiego przetaczania płynów. Oprócz zakupu aparatury na oddziale wykonane zostaną także prace budowlane obejmujące wykonanie, m.in. postawienie ścian działowych, wykonanie niezbędnych instalacji w tym gazów medycznych i elektrycznych.
Wciąż na leśnych duktach spotkać można tropy bieszczadzkich niedźwiedzi. Wysokie temperatury (prawie 10 st. C w górach) panujące w ostatnim tygodniu wypędziły z gawr nawet te najstarsze misie.
W Nadleśnictwie Cisna potężny niedźwiedź próbował dobrać się do piwnicy, w której składowana jest karma dla zwierzyny płowej. Rozłupał nawet tęgą deskę od wrót wejściowych, jednak nie zdołał poradzić sobie z metalowymi elementami. W gawrach zapewne rodzą się już młode niedźwiadki, które przez okres zimy będą karmione mlekiem matek. Razem ze swym potomstwem spędzają one ten okres w gawrze i dopiero wiosną wyjdą na pierwsze spacery.
Leśnicy w każdym z bieszczadzkich nadleśnictw widują tropy drapieżników; bywa, że krzyżują się one ze śladami zostawionymi przez ludzi. Adrian Wiśniowski, podleśniczy z Nadleśnictwa Cisna, sfotografował trop niedźwiedzia, za którym podążał na pewnym odcinku do lasu, po czym, wracając zeń, zauważył, że i drapieżnik wracał już tą samą drogą.
W lasach Podkarpacia żyje ponad 100 niedźwiedzi, w Polsce korzystają one z ochrony gatunkowej.
Złoty Róg Myśliwski Króla Jana, czyli pierwsza nagroda w kategorii dokonań zespołowych 32. Biesiady Teatralnej w Horyńcu-Zdroju przypadła Teatrowi Fieter z Ozimka za spektakl „Którzy upadają. Słuchowisko” Samuela Becketta. Jak poinformowała w niedzielę PAP Krystyna Juźwińska z Centrum Kulturalnego w Przemyślu, które jest głównym organizatorem tego przedsięwzięcia, laureaci Złotego Rogu otrzymali także nagrodę pieniężną w wysokości czterech tysięcy złotych.
Srebrnym Rogiem i trzema tys. zł nagrodzono Teatr Nieznany z Białegostoku za „Parady” Jana Nepomucena Potockiego, a Brązowym Rogiem oraz nagrodą w wysokości dwóch tys. zł – Teatr Tańca ES z Lublina, za autorską sztukę „Sceny z więźnia”.
W ramach Biesiady przyznano także Misy Borowiny za dokonania indywidualne. Laureatem Złotej Misy został Michał Pustuła z Teatru Ecce Homo z Kielc. Jury nagrodziło go za rolę w spektaklu „Gracz”, Fiodora Dostojewskiego, przyznając także 1,5 tys. zł nagrody pieniężnej.
Zdobywcą Srebrnej Misy i 1,3 tys. zł został Jerzy Kałduś z Teatru Jednego Aktora z Lublina, który wyreżyserował i odtworzył rolę w sztuce „Stary” Juliana Kawalca. Natomiast Brązową Misę przyznano trzem aktorom Kompanii Teatralnej Mamro z Białołęckiego Ośrodka Kultury za przedstawienie „Kolacja na cztery ręce” Paula Barza. Laureaci Brązowej Misy otrzymali także 1,1 tys. zł.
Jury przyznało też cztery wyróżnienia. Laureaci odebrali nagrody w niedzielne popołudnie podczas gali zamykającej 32. Biesiadę Teatralną – Konfrontacje Zespołów Teatralnych Małych Form w Horyńcu-Zdroju.
W tegorocznej Biesiadzie wzięło udział 15 zespołów niemal z całej Polski, organizatorzy wybrali je z około 40 zgłoszonych do udziału w imprezie. Zespoły, których członkami są w większości bardzo młodzi ludzie, zaprezentowały się zarówno w repertuarze klasycznym, jak i w adaptacjach twórców współczesnych oraz we własnych programach autorskich.
Ich występy na scenie dawnego teatru dworskiego Ponińskich w Horyńcu-Zdroju, a obecnie Gminnego Ośrodka Kultury tradycyjnie oceniało profesjonalne jury. W tym roku zasiadł w nim Zbigniew Chrzanowski – reżyser, aktor, dyrektor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, Łukasz Drewniak – krakowski dziennikarz i krytyk teatralny, Przemysław Tejkowski – aktor i dyrektor Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie oraz znana warszawska aktorka Małgorzata Zajączkowska.
Jurorzy w ramach imprezy prowadzili także warsztaty teatralne.
Oprócz prezentacji konkursowych młodzi artyści występowali też dla miejscowej publiczności i kuracjuszy. W Horyńcu-Zdroju jest to praktycznie jedyna w roku okazja do obejrzenia teatru „na żywo”, dlatego spektakle cieszą się dużym zainteresowaniem.
Biesiada Teatralna w Horyńcu-Zdroju to jeden z najstarszych i najbardziej znanych ogólnopolskich przeglądów małych form teatralnych. Od lat promuje najlepszych amatorów, a przede wszystkim młodych pasjonatów Melpomeny. Na horynieckiej scenie pierwsze kroki stawiało wielu znanych dziś aktorów teatralnych i kabaretowych.
Młodzi aktorzy walczą o nagrody za dokonania zespołowe – Rogi Myśliwskie Króla Jana, złotego, srebrnego i brązowego. Nazwa nagrody Rogi Myśliwskie Króla Jana wywodzi się stąd, że do Horyńca na polowania często przyjeżdżał król Jan III Sobieski ze swoich rezydencji w Podhorcach i Żółkwi. Natomiast nazwa Misa Borowiny pochodzi od misy przedniej horynieckiej borowiny, podobno najskuteczniejszej na świecie.
Przez lata trwania Biesiady występy młodych artystów oceniali zawsze wyśmienici jurorzy, wśród nich był m.in. Aleksander Bardini, Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Anna Chodakowska, Gabriela Kownacka, Adam Kreczmar, Olgierd Łukaszewicz, Jan Peszek, Joanna Szczepkowska, Kazimierz Kaczor.
Horyniec-Zdrój słynie z wysokiej jakości borowiny, wód siarczkowych i niezwykłego mikroklimatu. W dniach Biesiady tworzy się tam także niezapomniany mikroklimat teatralny. W tej oddalonej od dużych ośrodków kulturalnych miejscowości leżącej tuż przy polsko-ukraińskiej granicy, Biesiada – jak podkreślają organizatorzy – staje się podwójnym świętem: wielkiej rodziny wykonawców oraz urzeczonej ich młodzieńczym zapałem i talentem publiczności.
Źródło: PAP
POLECAMY OBSZERNĄ RELACJĘ FOTO I VIDEO Z TEGOROCZNEJ BIESIADY NA WWW.HORYNIEC.INFO
Wysypisko ma powierzchnię około sześciu hektarów i znajduje się tam kilkadziesiąt tysięcy ton śmieci – mówi Lidia Nowicka, kierowniczka referatu Gospodarki Przestrzennej, Ochrony Środowiska i Rozwoju w Urzędzie Miasta w Lubaczowie. – Wysypisko zostało zamknięte w 2008 r., ponieważ nie spełniało norm środowiskowych. W decyzji ówczesnego marszałka było zapisane, że musimy zrekultywować teren. Miasto nie miało pieniędzy, aby zrobić to ze środków własnych, dopiero po otrzymaniu dofinansowania możemy przystąpić do rekultywacji – dodaje.
Teren wysypiska zostanie zabezpieczony, aby śmieci nie zagrażały środowisku. Obszar zostanie m.in. wyrównany, zasadzone zostaną na nim drzewa i krzewy oraz trawa. Wkrótce powinien zostać ogłoszony przetarg na wykonanie tych prac.
Władze Lubaczowa planują wybudować obok zrekultywowanego wysypiska sortownię śmieci. Jak zaznaczyła Nowicka, obecnie odpady wywożone są na składowisko do miejscowości Młyny k. Jarosławia. – Gdyby były już posortowane znacznie zmniejszyłby się koszt transportu takich śmieci. Na razie trudno powiedzieć, kiedy sortownia mogłaby powstać – zaznacza.