Burmistrz Miasta Lubaczowa Maria Magoń, Zastępca Burmistrza Adam Margraf oraz Radny Rady Miejskiej Stanisław Kusek reprezentowali Lubaczów na uroczystościach święta narodowego Wiosny Ludów, które obchodzono w Erd (Węgry), mieście partnerskim Lubaczowa.
Delegacja wzięła udział m.in. w uroczystościach patriotycznych pod pomnikiem w Érdliget. Na Węgrzech w marcu 1848 roku doszło do narodowego powstania pod wodzą Lajosa Kossutha. Wydarzenia Wiosny Ludów zaczęły się od uchwalenia 3 marca 1848 r. petycji do cesarza, domagającej się wprowadzenia konstytucji i zwiększenia praw narodowych. 18 marca sejm węgierski przyjął nowe akty prawne zgodnie z postulatami wysuniętymi w petycji. Dwa tygodnie później na wielkiej manifestacji w Budapeszcie rzucono hasło walki zbrojnej i ogłoszono Węgry republiką. Od tego czasu na czele węgierskiego ruchu niepodległościowego stanęli: dziennikarz Lajos Kossuth i poeta Sandor Petofi. Do armii węgierskiej zaciągali się emigranci z różnych krajów europejskich, a wśród nich wielu Polaków z gen. Józefem Bemem i gen. Henrykiem Dembińskim. Kiedy 2 grudnia abdykował cesarz Ferdynand I, a na tron wstąpił osiemnastoletni Franciszek Józef I, Węgrzy nie uznali nowego władcy. 14 kwietnia 1849 r. parlament węgierski ogłosił detronizację Habsburgów i uchwalił Deklarację niepodległości.
Czy zaginiona trzy miesiące temu Małgorzata Szabatowska została uprowadzona? Taką wersją jako jedną z prawdopodobnych bada krakowska prokuratura – pisze dzisiejsza Gazeta Wyborcza w Krakowie.
Małgorzata Szabatowska, 31-letnia pracownica Eurobanku, zaginęła w połowie listopada. Po pracy jak co dzień wróciła do swojego nowego mieszkania na krakowskim Kurdwanowie, do którego wprowadziła się trzy miesiące wcześniej. – Mówiła, że nie ma żadnych planów na wieczór, jedynie wyjście na zakupy. Ale na drugi dzień nie pojawiła się w pracy, nie odbierała telefonu. Miałam klucze do jej mieszkania, więc poszłam sprawdzić, co się z nią dzieje – opowiadała wówczas „Gazecie” przyjaciółka Małgorzaty, Magdalena. Dziewczyna podkreśla, że drzwi do mieszkania były zamknięte na dolny zamek, inaczej niż zwykle. W środku znalazła talerz z niedojedzonym obiadem, na wpół rozpakowane zakupy. Zostały również płaszcz, buty, szalik i czapka, w których była w pracy.
Od czasu zgłoszenia zaginięcia przez rodzinę śledczy starają się ustalić, co działo się z dziewczyną w dniu zaginięcia. W mieszkaniu, które policjanci sprawdzili specjalnymi lampami UV, nie znaleziono śladów krwi. Logowania jej telefonu komórkowego wskazały, że Małgorzata mogła przemierzyć trasę z domu do „zakopianki”, a sygnał urwał się w okolicach Zakrzówka. Ale chociaż policjanci dwukrotnie przeszukali teren zalewu, nie natrafiono na żaden trop. Zrezygnowano wtedy z poszukiwań w wodzie ze względu na wyjątkowo zamulone dno zbiornika oraz zimową aurę, która utrudniałaby pracę płetwonurków. Mimo to prokuratura się nie poddaje. – Rozważamy jeszcze przeszukanie zalewu za pomocą specjalnego sonaru używanego m.in. przez strażaków. Jeżeli urządzenie zdoła pokonać barierę gęstego szlamu zalegającego na dnie, będziemy mogli sprawdzić półki skalne, który je pokrywają – mówi prowadzący śledztwo prokurator Aleksander Lipner z Prokuratury Rejonowej w Podgórzu.
Klastry to szansa dla mniejszych firm, które dzięki współpracy mogą być konkurencją dla dużych przedsiębiorstw. Najważniejszą kwestią w klastrze jest wzajemne zaufanie – takie opinie padały w czasie konferencji poświęconej klastrom, którą zorganizowało Stowarzyszenie Informatyka Podkarpacka.
W czasie konferencji „Klastry jako sposób na rozwój innowacyjnych przedsiębiorstw w Polsce” debatowali przedsiębiorcy, naukowcy i eksperci zajmujący się tematyką klastrów. W sumie ponad 80 osób z różnych części Polski. – Przedsiębiorcy, którzy się zorganizują zaczynają być siłą. Zaczynają z nimi rozmawiać urzędy, wyższe uczelnie – przekonywał Wojciech Materna, prezes Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka. – Klaster małych firm może być konkurencją dla dużych przedsiębiorstw, ponieważ gromadzi technologie, wiedzę, sprzęt.
Klastry to wymóg konkurencji
Członkowie Stowarzyszenia są twórcami Wschodniego Klastra Informatycznego, który skupia firmy branży informatycznej z Polski wschodniej. Firmy, które są w klastrze zatrudniają w sferze produkcyjnej 500 pracowników i współpracowników. – Klastry to jest wymóg dzisiejszej konkurencji. W USA kiedy mówi się o strategiach rozwoju, pisze się o klastrach – tłumaczyła dr Elżbieta Wojnicka z Uniwersytetu Gdańskiego.
W czasie konferencji prezentowano przykłady różnych klastrów. Np. klaster Doliny Lotniczej, który skupia zakłady z branży lotniczej. – Dolina Lotnicza powstała, kiedy w Polsce jeszcze nikt nie mówił o klastrach. Naszym długofalowym celem jest przekształcenie Polski południowo-wschodniej w jeden z wiodących regionów
lotniczych w Europie – podkreślił Andrzej Rybka z Doliny Lotniczej.
Wyznaczmy sobie wspólny cel
Uczestnicy konferencji podkreślali, że klaster to możliwość współpracy firm, które funkcjonują w ramach jednej branży. Firmy, które tworzą klaster i współpracują ze sobą mają szanse na większy sukces. Mogą realizować wspólne projekty, akcje marketingowe, starać się o pieniądze z Unii Europejskiej. Skala takich projektów przerasta możliwości pojedynczych przedsiębiorstw. W ramach Wschodniego Klastra
Informatycznego przedsiębiorcy wymieniają się wiedzą z branży IT. Cele klastra na najbliższe lata to uzyskanie wpływu na sposób kształcenia informatycznego studentów, dominująca pozycja na lokalnym rynku, budowa silnej marki, a także istotna pozycja na rynku krajowym.
– Jedną z najważniejszych kwestii w klastrze jest zaufanie firm, które w nim współpracują. Istotne jest też wyznaczenie sobie celu. Gdzie chcemy być np. za 10 lat – ocenia Tomasz Kozłowski, koordynator Klastra Instytucji Otoczenia Biznesu.
Na terenie Podkarpacia oprócz Doliny Lotniczej działa także Wschodni Klaser Informatyczny, Małopolsko-Podkarpacki Klaster Czystej Energii, Bieszczadzki Transgraniczny Klaster Turystyczny, klaster ekorolniczy – Dolina Ekologicznej Żywności.
„Przeszczep szansą na drugie życie” – pod takim hasłem odbyła się w Rzeszowie 16 marca pierwsza otwarta konferencja poświęcona zagadnieniom transplantologii. To wspólne przedsięwzięcie Uniwersytetu Rzeszowskiego, Politechniki Rzeszowskiej i Centrum Medycznego 'Medyk’. Konferencja pod honorowym patronatem wojewody podkarpackiego ma poprawić społeczne postrzeganie transplantacji na Podkarpaciu.
W województwie podkarpackim w ostatnich latach nieznacznie wzrosła liczba dawców. W 2009 r. przeprowadzono 4 pobrania narządów, rok później 5 pobrań. Podczas gdy w województwie zachodniopomorskim w 2010r. było 64 pobrania narządów. W całej Polsce na przeszczep oczekuje 2 tysiące osób. W województwie podkarpackim w kolejce po nową nerkę czeka 120 pacjentów, wątrobę 20, serce 12. Dlatego tak ważna jest akcja propagowania transplantacji, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Z przeprowadzonych badań przedstawionych na konferencji wynika, że zaledwie 1% studentów rzeszowskich uczelni zarejestrowanych jest jako potencjalni dawcy. Wojewoda Małgorzata Chomycz zachęcała młodych ludzi do podpisania karty dawcy, którą sama posiada od 3 lat. 'Przeszczep jest szansą na drugie życie. Jeśli możemy taką szansę komuś dać, to zróbmy to’ – mówiła do studentów wojewoda. Prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds. transplantologii zaapelował o zintensyfikowanie działań na rzecz promowania przeszczepów.
Wojewoda Małgorzata Chomycz stale angażuje się w działalność propagującą transplantologię jako zabiegu ratującego życie. W 2009 roku jeszcze jako wicewojewoda podejmowała spotkania w Ministerstwie Zdrowia. Zwieńczeniem rozmów było powołanie wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie transplantologii klinicznej. Od lutego 2009 roku funkcję tę pełni dr hab. n. med. Andrzej Matyja. Na terenie Podkarpacia działają także koordynatorzy pobierania i przeszczepiania komórek, tkanek i narządów w 9 szpitalach (Brzozowie, Dębicy, Jaśle, Mielcu, Przemyślu, Sanoku, Tarnobrzegu oraz w dwóch szpitalach w Rzeszowie). Ponadto władze wojewódzkie oraz samorządowe przyjęły jako jedne z pierwszych w kraju Partnerstwo dla Transplantologii. Głównym celem 'Partnerstwa’ ma być zwiększenie donacji narządów na terenie województwa.
W ramach konferencji, która odbyła się na Politechnice Rzeszowskiej prowadzony był rejestr potencjalnych dawców szpiku kostnego.
Uzdrowisko Horyniec w atrakcyjnej filmowej formie przedstawia najważniejsze informacje o placówce, jego ofercie i zaletach leczniczych przeprowadzanych tam zabiegów. Film zrealizowała Telewizja Internetowa Zamość.
Unikatowe walory lecznicze i klimatyczne uzdrowiska pozwolą każdemu odzyskać siły witalne, chęć do życia, wewnętrzny spokój, a co najważniejsze zauważalnie poprawić stan zdrowia. Opierając się na historycznych przekazach można rzec, iż jedną z pierwszych osób, która doceniła walory lecznicze tutejszych wód siarczkowo-siarkowodorowych był Jan Sobieski Hetman Wielki Koronny, późniejszy Król Polski. Ponoć z zalet leczniczych horynieckich wód korzystała także Marysieńka Sobieska Królowa Polski. Na pewno warto pójść w ślady królewskiej pary i wykorzystać dla siebie właściwości leczniczo – relaksujące horynieckich wód i borowiny oraz klimatu. Horyniec słynął i słynie z jednej z najlepszych, jeśli nie najlepszej w Polsce borowiny. „Uzdrowisko Horyniec” ma własne zasoby tego cennego i jakże skutecznego w działaniu tworzywa leczniczego. Leczymy nią choroby narządu ruchu, stany pourazowe i pooperacyjne, zwyrodnienia stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, porażenia, rwę kulszową, dyskopatie.
We wtorkowe popołudnie prezes Zakładu Usług Komunalnych w Cieszanowie Wiesław Ciepły potrącił kilkuletnie dziecko, po czym uciekł z miejsca wypadku. Zdaniem świadków zdarzenia mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu, a całą sprawę ukrywać miała miejscowa policja – pisze dzisiejsze Życie Podkarpackie.
Cieszanów to małe miasteczko, dlatego też jego mieszkańcy bez trudu rozpoznali Wiesława Ciepłego, gdy ten we wtorkowe popołudnie potrącił w centrum miasta kilkuletniego chłopca. Do zdarzenia doszło w okolicach miejscowej cerkwi. Dziecko wracało ze szkoły. W nieoznakowanym miejscu zaczęło przechodzić przez jezdnię. Niestety wprost pod nadjeżdżający samochód. Kierował nim W. Ciepły, prezes miejscowego ZUK-u. Według naszych informatorów wracał z mocno zakrapianej imprezy z okazji Dnia Kobiet. – Szedłem wtedy ulicą. Usłyszałem głośny pisk opon. Nagle kierowca wyszedł z samochodu, podszedł do dziecka i złapał je za rękę. Dziecko było jednak bezwładne. Zostawił je i zaczął gdzieś dzwonić z komórki. Pokręcił się wokół auta i odszedł w stronę centrum miasta. Według mnie był pijany, bo szedł chwiejnym krokiem – relacjonuje jeden z naocznych świadków zdarzenia. Na pomoc dziecku ruszyli przechodnie.
Dość komitywy
Następnego dnia, tj. 9 marca, Wiesław Ciepły zgłosił się na policję i poddał badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Wynik – 0,0 promila. Mieszkańców Cieszanowa oburza to, dlaczego policja nie pojechała od razu do domu właściciela samochodu, by ustalić stan jego trzeźwości. Jest to tym bardziej niejasne, iż funkcjonariusze mogli poznać jego personalia od syna kierowcy, który został w rozbitym samochodzie na miejscu zdarzenia. Jak poinformował nas mł. asp. Krzysztof Farion, rzecznik lubaczowskiej policji, do poszukiwania prezesa od razu wysłano dwóch policjantów. Mężczyzny jednak nie odnaleźli.
Wiesław Ciepły przyznał się, że to on potrącił chłopca. Powołując się na przyjmowane leki, zdementował pogłoski, iż miałby być pod wpływem alkoholu.
Więcej informacji w dzisiejszym wydaniu Życia Podkarpackiego.
Aż 15 medali przywieźli z zawodów Pucharu Polski Karate Federacji WSI-POLAND młodzi karatecy zrzeszeni w Międzyszkolnym Uczniowskim Klubie Karate Powiatu Lubaczowskiego prowadzonym przez Arkadiusza Kołodzieja.
Zawody odbyły się w miniony weekend w Wałczu. Puchar Polski Karate Federacji WSI – Poland po raz pierwszy w historii W.S.I.Poland był rozgrywany równolegle na trzech tatami, a wzięło w nim udział ponad 200 zawodników.
Medale zdobyli:
1. Wiktoria Załuska – 2 złote
2. Emilia Sobczak – 2 brązowe
3. Justyna Oleszycka – 1 złoty
4. Hubert Załuski – 1 brązowy
5. Piotr Milo – 1 złoty
6. Gabriel Cencora – 1 srebrny , 1 brązowy
7. Konrad Mokrzycki – 1 brązowy
8. Michał Bania – 1 złoty , 1 brązowy
9. Piotr Czaban – 1 złoty
10. Piotr Żulewicz – 1 srebrny , 1 brązowy
Jeszcze tylko przez dwa dni można głosować w III edycji plebiscytu „KOBIETA PRZEDSIĘBIORCZA” organizowanym przez Gazetę Codzienna Nowiny i portal strefabiznesu.nowiny24.pl. Organizatorzy chcą nagrodzić najbardziej przedsiębiorcze kobiety 2010 roku. Wśród nominowanych znalazła się Maria Magoń, burmistrz Lubaczowa.
Tytuł KOBIETY PRZEDSIĘBIORCZEJ 2010 kapituła plebiscytu przyzna w trzech kategoriach: działalność gospodarcza, społeczno-polityczna oraz artystyczna. Dodatkowo swoją faworytkę wybiorą Czytelnicy. Otrzyma ona tytuł KOBIETY PRZEDSIĘBIORCZEJ 2010 CZYTELNIKÓW NOWIN.
Rodzina Zaworów z Lubaczowa żąda od ubezpieczyciela 1 mln zł odszkodowania za śmierć syna w wypadku samochodowym. Chce, by każdy członek rodziny dostał 250 tys. zł – tyle, ile rodziny smoleńskie – pisze dzisiejsza Gazeta Wyborcza w Rzeszowie.
– Uważam, że ból z powodu utraty bliskich rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej jest taki sam, jak nasz po stracie syna. Jeżeli państwo wypłaca rodzinom tamtej katastrofy po 250 tys. zł zadośćuczynienia, to dlaczego my mielibyśmy dostać mniej? Chcemy, by wszyscy byli równi wobec prawa – mówi Tadeusz Zawora z Lubaczowa, ojciec 19-letniego Andrzeja, który w ub.r. został potrącony przez pijanego kierowcę. Po dwóch godzinach walki o życie zmarł. Sprawca przyznał się. Za kratkami może spędzić nawet 12 lat.
Rzeszowska kancelaria adwokacka Jachim, Lipski, Slisz w imieniu rodziny Zaworów wystąpiła do firmy ubezpieczeniowej sprawcy wypadku o wypłatę milionowego zadośćuczynienia. Po 250 tys. zł dla rodziców i jego dwójki rodzeństwa.
To pierwszy przypadek w Polsce, gdzie rodzina i ich pełnomocnicy w argumentacji o wypłatę zadośćuczynienia powołują się na wysokość kwot, które mają dostać bliscy ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu. Kancelaria już wysłała w tej sprawie wniosek do firmy ubezpieczeniowej HDI Asekuracja Towarzystwo Ubezpieczeń SA.
„Kwota określona niniejszym wnioskiem wynika z pozytywnego założenia, iż wszyscy obywatele w obliczu doznanej krzywdy moralnej i cierpienia fizycznego są równi wobec prawa i jako tacy powinni być jednakowo traktowani. Śmierć Andrzeja Zawory jest taką samą tragedią z punktu widzenia osób jemu najbliższych jak śmierć ofiar katastrofy smoleńskiej dla ich rodzin” – napisał mec. Rafał Jachim.
Od dziś m.in. w Empiku i internetowej księgarni empik.com dostępna jest debiutancka powieść Anny Zawady, młodej pisarki pochodzącej ze Starego Dzikowa. „Livria. Kraina Artystów” to powieść przygodowa, która przenosi czytelnika w świat starożytnej krainy artystów.
O tym skąd pisarka czerpie pomysły, jak wspomina czasy dzieciństwa i nauki w Starym Dzikowie, od czego zaczęła się jej pisarska przygoda i kilku innych sprawach Anna D. Zawada opowiedziała w specjalnym wywiadzie dla naszego portalu.
Redakcja*: Od dziś w księgarniach dostępna jest Twoja najnowsza powieść „Livria. Kraina Artystów” i z pewnością mogłabyś o niej opowiadać długo i ciekawie, ale zanim przejdziemy do książki, chciałbym zapytać o kilka innych spraw. Wiem, że obecnie mieszkasz na stałe w Warszawie, ale całe dzieciństwo spędziłaś
w Starym Dzikowie. Jak wspominasz te czasy?
Anna D. Zawada: Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie.
Z dzieciństwem nieodłącznie kojarzą mi się rodzice, którzy byli i nadal są zgodnym, kochającym się małżeństwem, zabawy z siostrą i niedzielne obiady w domu babci. Małe miejscowości mają specyficzny klimat – wszyscy się znają, więc dziecko czuje się bezpiecznie w takim otoczeniu. Dla mnie był to naprawdę szczęśliwy czas.
Redakcja:Przyszedł jednak czas, że musiałaś opuścić to „bezpieczne i rodzinne gniazdko”… jak odnalazłaś się
w wielkomiejskiej rzeczywistości?
Livria. Kraina artystów.
Anna D. Zawada: Nie od razu wyjechałam do Warszawy. Gdy miałam 15 lat przeniosłam się do Sieniawy, gdzie chodziłam do LO. Mieszkałam tam w internacie, obok którego była biblioteka z fajnym klimatem. Spędzałam w tej bibliotece sporo czasu. Następnie były studia dziennikarskie w Kielcach, potem politologia w Gdańsku. Jeśli raz zamieszka się w trójmieście, to nie można nie zakochać się w tym miejscu – ja nie byłam wyjątkiem. Uwielbiam tę część Polski i wracam tam tak często jak mogę, przede wszystkim do wspaniałych ludzi, których tam poznałam, znajomych ze studiów, z teatru. W Warszawie mieszkam od kilku lat. Właściwie czuję się tu jak w domu.
Redakcja:Jak i w którym z tych miejsc zaczęła się Twoja przygoda
z pisaniem?
Anna D. Zawada: Pisałam w każdym z tych miejsc. Zaczęło się od klasowego konkursu na wiersz o ojczyźnie, który zorganizowała moja niesamowita nauczycielka języka polskiego – Maria Sobczyszyn. Potem wiersze i opowiadania stanowiły moją codzienność. Po liceum przestałam bawić się w wymyślanie krótkich historyjek, ale nadal pisałam wiersze. W Kielcach, dzięki uprzejmości władz uczelni
i staraniom jednego z profesorów, wydałam wraz ze znajomymi niewielki tomik poezji. Pierwszy raz zmierzyłam się z powieścią, gdy mieszkałam w Gdańsku. Tytuł książki brzmiał „Szukam anioła”, jednak zarzuciłam ten pomysł na wczesnym etapie realizacji. Zaś pierwszy szkic „Livrii. Krainy artystów” powstał w końcu 2008 r., już tutaj w Warszawie.
Redakcja:Ta książka to opowieść o Janku Zegarlickim, chłopcu mieszkającym w małym, sennym miasteczku, które niewiele miało do zaoferowania nastolatkowi. Nudne życie gimnazjalisty zmieniało się tylko w świecie fantazji
i marzeń. Za sprawą dziadka Antoniego, chłopiec poznał piękny i niezwykły świat Livrii, świat starożytnej krainy artystów. Skąd pomysł na taką właśnie treść powieści?
Anna D. Zawada: Z głowy, czyli z niczego – jak mawiał jeden z moich nauczycieli :-). A poważnie, to ta książka zrodziła się z innej mojej powieści. Szkoła Mistrzów – bo tak brzmiał jej pierwszy tytuł – miała być jedynie retrospekcją, zaledwie jednym z rozdziałów, ale zaczęła rozrastać się w różnych kierunkach, wyłaniali się kolejni bohaterowie, kolejne przygody. Ten świat powstawał etapami i bardzo często zaskakiwał nawet mnie. Teoretycznie miałam
w głowie obraz całości już od początku, jednak w trakcie pisania pojawiały się nowe pomysły.
Redakcja:Fabuła wskazuje, że to książka przeznaczona dla młodego pokolenia. Czy w rzeczywistości to dla nich pisałaś tę powieść?
Anna D. Zawada: Podobno pisząc książkę należy mieć od początku ustalonego odbiorcę. Ja nie miałam. Pisałam ją dla siebie, ale prawdopodobnie najbardziej zainteresuje ona czytelników będących w wieku głównego bohatera,
a więc 15- 16-latków. Nim jednak oddałam książkę wydawcy czytali ją moi przyjaciele, znajomi, a nawet ich rodzice
i każdego z nich fabuła wciągnęła, a teraz upominają się o drugi tom;).
Redakcja: No właśnie, „Livria” to jedynie pierwsza część przygód… masz już pomysł na dalsze losy jej bohaterów,
a może swoje pomysły już przelałaś na papier?
Anna D. Zawada: Drugi tom jest na etapie realizacji. Mam mnóstwo nowych pomysłów i część z nich udało mi się już opracować, część nadal czeka na przekształcenie w rozdziały. Przy czym wiele z tych pomysłów błąka się po moich plikach tekstowych w formie pojedynczych zdań i krótkich opisów. Właściwie od początku znam zakończenie, muszę tylko doprowadzić do niego bohaterów.
Redakcja:Oczekując na kolejny tom przygód, życzę sukcesu pierwszej części powieści i serdecznie dziękuję za rozmowę.
Firma Ecovation Energy przymierza się do postawienia elektrowni wiatrowych na terenie gminy Oleszyce. Stanąć ma tam do 20 wiatraków, które otoczyłyby całe miasto. Dla niektórych mieszkańców gminy ważne jest jednak, by inwestor powiedział im, jak i czy w ogóle zmieni się ich życie, gdy w okolicy staną wiatraki.
Przez najbliższy rok na terenie gminy będą trwały badania potencjału wiatru. Wstępnie wytypowano już 30 lokalizacji. Jak tłumaczy jednak M. Trzyna, ostatnie słowo w kwestii umiejscowienia wiatraków padnie dopiero po uzyskaniu pozytywnej decyzji z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Na dziś projekt postawienia turbin jest dopiero w początkowej fazie. – Rozpoczęły się badania wpływu na środowisko. Proces wybudowania elektrowni wiatrowej wymaga uzyskania szeregu pozwoleń, decyzji oraz wykonania ogromnej ilości badań i analiz – tłumaczy M. Trzyna i dodaje, że przy założeniu optymistycznego scenariusza, pierwsze elektrownie wiatrowe na terenie gminy Oleszyce mogą powstać za 3 – 4 lata.
Plany odnośnie gminy Laszki i Cieszanów
Przedstawiciele firmy oraz gminy Oleszyce w ostatnich tygodniach zorganizowali spotkania z mieszkańcami wiosek, w których mogą stanąć turbiny. Była to także okazja do obalenia mitów związanych z budową takich elektrowni. – Wiatraki pracują przy określonej sile wiatru, który dodatkowo wygłusza ich działanie. Poza tym muszą znajdować się w przepisowych odległościach od domostw – tłumaczy M. Trzyna. Zamierzenia budowy elektrowni wiatrowych na terenie byłego województwa przemyskiego nie dotyczą tylko gminy Oleszyce. Na nieco bardziej zaawansowanym etapie są podobne plany w gminie Laszki i Cieszanów.
Więcej na ten temat przeczytasz w bieżącym wydaniu Życia Podkarpackiego
Po tym jak nieznana osoba rozpyliła trującą substancję w Zespole Szkół w Oleszycach w ciągu kilkunastu minut ewakuowano i odesłano do domów wszystkich uczniów.
Na miejscu pojawiła się straż pożarna, policja, pogotowie ratunkowe. Trujący gaz najpierw pojawił się w szatni, a chwilę później na drugim piętrze budynku szkoły. Trzykrotny sygnał szkolnego dzwonka dający sygnał do ewakuacji uczniowie i nauczyciele usłyszeli około 11:45. Po kilkunastu minutach szkoła była już pusta.
– Gaz był tak ostry i trujący, że ledwo opuściłem klasę o własnych siłach – relacjonuje nam jeden z uczniów. Wiele wskazuje na to, że mógł być to wybryk jednego z uczniów szkoły.
W dniu 5 marca 2011 r. na hali sportowej przy Zespole Szkół w Lubaczowie odbył się Międzynarodowy Halowy Turniej Piłki Nożnej w którym wzięły udział młodzieżowe drużyny zrzeszone przy Miejskim Ośrodku Sportu w Lubaczowie oraz gościnnie reprezentacja klubu FK „Roztocze” Nowojaworowsk z Ukrainy.
W turnieju nie było przegranych i wygranych, a wszystkie drużyny biorące udział w turnieju zostały nagrodzone pamiątkowymi dyplomami i pucharami, które ufundowała Pani Maria Magoń – Burmistrz Miasta Lubaczowa oraz Pan Ryszard Antonik – Dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 2 w Lubaczowie.
Dzisiaj lubaczowscy policjanci przeprowadzili akcję „Trzeźwy poranek”. Jej efektem jest zatrzymanie dwóch nietrzeźwych kierujących samochodami. Nie stwierdzono innych poważniejszych uchybień ze strony kierowców.
Dzisiaj od wczesnych godzin rannych lubaczowscy policjanci prowadzili akcję „Trzeźwy poranek”. W działaniach brało udział 4 funkcjonariuszy RD oraz 8 policjantów służb prewencji i dzielnicowych. Skontrolowano 177 kierowców. W szczególności sprawdzano stan trzeźwości. W dwóch przypadkach kierowcy okazali się nietrzeźwi i będą odpowiadać za popełnienie przestępstwa z art. 178a par. 1 kodeksu karnego.
Nie stwierdzono innych poważniejszych uchybień ze strony uczestników ruchu drogowego.
Ministerstwo Skarbu Państwa chce zaprosić w maju inwestorów do składania ofert i negocjacji w sprawie sprzedaży uzdrowisk Horyniec, Iwonicz-Zdrój, Konstancin-Zdrój i Rabka – poinformował PAP wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz.
Obecnie proces prywatyzacji horynieckiego uzdrowiska jest na etapie końcowym wyceny spółki. – Planujemy, że zostaną one złożone w kwietniu. Prawdopodobnie więc w maju zaprosimy inwestorów do składania ofert” – powiedział wiceminister skarbu.
Z przekształceń własnościowych są na razie wyłączone uzdrowiska: Krynica-Żegiestów, Świnoujście, Ciechocinek, Lądek-Długopole, Kołobrzeg, Rymanów, Busko-Zdrój. Przewiduje to rozporządzenie ministra skarbu z 2008 roku w sprawie wykazu zakładów lecznictwa uzdrowiskowego prowadzonych w formie jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, które nie będą podlegać prywatyzacji.
Elżbieta Ciemięga, nauczycielka języka polskiego z Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Lubaczowie decyzją Kapituły została wybrana BELFREM ROKU w plebiscycie Gazety Codziennej Nowiny w kategorii szkół średnich. W piątek wieczorem, podczas uroczystej gali zwyciężczyni odebrała wyróżnienie i nagrody rzeczowe.
W plebiscycie na najpopularniejszego nauczyciela, w którym głosowano wysyłając sms-y Elżbieta Ciemięga zajęła piąte miejsce zdobywając 433 głosy. Kapituła oceniała natomiast zasługi i konkretne osiągnięcia poszczególnych nauczycieli i tu, w kategorii szkół średnich, Elżbieta Ciemięga była bezkonkurencyjna i zdobyła tytuł BELFER ROKU!
– Jestem bardzo zadowolona, że doceniono moją pracę i wszystkie sukcesy moich uczniów – podsumowała krótko zwyciężczyni.
Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie wymieniania przez księdza nazwisk parafian i kwot jakimi zasilili kasę parafii. Uzasadniła swą decyzję tym, że w materiale dowodowym nie znalazła podstaw do potwierdzenia faktu, iż proboszcz parafii w Potoku Jaworowskim, ks. Stanisław G. zmuszał naszego Czytelnika do określonego zachowania tj. wpłacenia pieniędzy na rzecz parafii – napisały dzisiejsze Super Nowości.
Gazeta przypomina także w skrócie historię całej sprawy: 16 stycznia, podczas mszy w kościele parafialnym w Potoku Jaworowskim proboszcz Stanisław G. przeczytał zebranym wiernym kto i ile wpłacił na budowę plebani. Padły nazwiska wszystkich parafian, w tym także tych, którzy nie wpłacili nic. Wśród właśnie takich, którzy, jak to określił ksiądz G., „wpłacili zero złotych”, był nasz Czytelnik. Poczuł się on urażony zachowaniem księdza i zwrócił do prokuratury. – Nawet nie wszczęto postępowania, bo już sam zarzut, jakiego rzekomo miała się doszukiwać w zachowaniu księdza prokuratura jest, delikatnie mówiąc, egzotyczny. Wszak ksiądz mnie nie zmuszał do wpłacenia pieniędzy. Wiadomo, że na taki zarzut żadnych dowodów prokuratura znaleźć nie mogła. bo to wcale nie miało miejsca – mówi mężczyzna.
– Jakby to świecką osobę szło, zaraz by co najmniej grzywna była – dodaje inny Czytelnik z przekonaniem. Np. pewna właścicielka sklepu w Gdańsku, która była wielokrotnie nachodzona przez grupę chuliganów i pozwoliła sobie zdobyć i powiesić w swoim sklepie ich podobizny dla wiadomości personelu, usłyszała zarzuty. Kobieta naruszyła bowiem Ustawę o ochronie danych osobowych i nic to, że zrobiła to ze strachu przed opryszkami, bo policja niezbyt interesowała się jej zgłoszeniami. Reakcja gdańskich policjantów i tamtejszej prokuratury na zachowanie sklepikarki była o dziwo, natychmiastowa.
Źródło: Monika Kamińska, Super Nowości
Monika Kamińska
Ruszyła wielka akcja zbierania zużytych świec! Zakłady Aktywności Zawodowej w Jarosławiu i w Starych Oleszycach rozpoczęły akcję zbierania zużytych świec. Specjalnie oznakowane pojemniki stanęły w szkołach podstawowych i gimnazjach z terenu powiatu jarosławskiego, a także w Oleszycach i Starych Oleszycach.
Wszystkich zainteresowanych akcją prosimy o przyniesienie resztek świec i wrzucenie ich do przygotowanych pojemników. Pracownicy ZAZ je przetopią i uzyskaną parafinę wykorzystają do produkcji ekologicznych podpałek K-LUMET.
Zakłady Aktywności Zawodowej są miejscami pracy wielu osób niepełnosprawnych ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności.
Więcej o Zakładach na stronach internetowych: www.jaroslaw.psouu.org.pl/zaz oraz ww.oleszyce.psouu.org