Dwudziestotrzyletni artysta, student III roku aktorstwa w Akademii Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego w Krakowie – Filia we Wrocławiu. Laureat stu dziewiętnastu nagród. Na co dzień, pracujący z autorytetami polskiego teatru. Niesamowity człowiek z ogromnym poczuciem humoru, świadomy własnej wartości. Przemiła osoba, pełna uśmiechu i czerpiąca radość z życia oraz… przyjaciel z rodzinnego miasta. Przeczytajcie wywiad z Michałem Kurkiem.

Nie wiem co znaczy „wybić się”. Nigdy nie umiałem zdefiniować tego zwrotu. Gwiazdy są na niebie, a do innej definicji tego słowa bardzo mi daleko. Myślę, że raczej nigdy nie będę mógł się nią „poszczycić” i nie chcę – powiedział Michał.

MŁ: Jak wyglądał twój pierwszy raz na scenie? Jakie towarzyszyły Ci emocje,
i z jakiego powodu zdecydowałeś się wystąpić przed publicznością?

Michał: Cała przygoda ze sceną zaczęła się od założenia amatorskiej grupy kabaretowej
z czwórką przyjaciół, która miała początkowo być dodatkową formą spędzania wolnego czasu. Raczej nie było w tym większej idei. Chcieliśmy zrobić coś wspólnie, ale gdzieś tam, każdy z nas czuł potrzebę podzielenia się sobą z innymi, to nasza praca przeniosła się na scenę. Nauczycielka widząc mnie na scenie, na siłę zaciągnęła mnie na konkurs recytatorski twórczości księdza Jana Twardowskiego. Wtedy jeszcze w ogóle nie interesowała mnie ani poezja, ani literatura. Niespodziewanie wygrałem ten konkurs, idąc tam jedynie dla podwyższenia sobie oceny. Gdy myślę o tych czasach, to nadal nie rozumiem, jak to się stało. Biorąc pod uwagę ogromną wadę wymowy, wtedy jeszcze fatalny głos i brak jakichkolwiek skłonności do interpretacji. Ten dzień pamiętam bardzo dobrze –czułem ogromną dozę satysfakcji, pękałem z dumy. Jeszcze wtedy, nie robiłem tego dla własnego spełnienia czy wyrażania siebie. Te uczucia pojawiały się stopniowo i myślę, że pierwszy raz na profesjonalnej scenie teatralnej –w Teatrze Polskim w Warszawie w 2013 roku –poczułem w pełni, że chce to robić, i że nie mieszczę się w sobie, a z kolei za tym idzie, potrzeba podzielenia się sobą – swoją wrażliwością, swoimi emocjami.

Obecnie jesteś studentem IV roku aktorstwa w Akademii Sztuk Teatralnych im. S. Wyspiańskiego w Krakowie – Filia we Wrocławiu. Jak wyglądają twoje studia? Czy oprócz zajęć praktycznych, studenci posiadają przedmioty czysto teoretyczne?

– Tak. To są normalne studia magisterskie, które oprócz tytułu magistra sztuk teatralnych, dają dodatkowo tytuł aktora. Jest dwa razy więcej przedmiotów niż na innych studiach,
ale podobnie jak inni, uczę się psychologii, historii teatr polskiego, historii teatru powszechnego, historii muzyki, języków i tak dalej. Dodatkowo mam swoje kierunkowe przedmioty, które rozwijają mój warsztat i uwrażliwiają.

Jak wygląda wachlarz twoich zainteresowań? Czy ograniczasz się tylko do zajęć związanych ze sztuką, teatrem?

– Oprócz tego, że interesuję się wszystkim co związane z kulturą i sztuką – teatrem, filmem, muzyką, literaturą to moje serce ucieka również w stronę wszystkich medycznych zagadnień. W moim życiu, nawet miał miejsce pewien niewielki epizod. Przez rok studiowałem na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i zawsze gdzieś, będę miał ścisły umysł z tyłu głowy, jeśli zechcę, mogę tam wrócić. Jednak największą moją pasją jest szeroko rozumiany, tak samo amatorski jak i profesjonalny – teatr małych form: monodramy, monologi, recytacja, wywiedzione ze słowa i poezja śpiewana. W sumie interesuje mnie „żywe słowo” i każda możliwość spotkania z drugim człowiekiem.

Wróćmy do czasu, kiedy jeszcze studiowałeś w stolicy. Zdaję sobie sprawę,
że studiując kierunek medyczny jest mało pozostałego czasu, nie związanego
z nauką, ale czy będąc rok na studiach medycznych na WUM, próbowałeś jakoś wykorzystać ten czas, by rozwinąć się aktorsko? Nie był to dla ciebie zmarnowany rok?

– Oczywiście, że nie! Cały rok spędziłem symultanicznie w szkole Doroty Zięciowskiej
w Warszawie, więc regularnie miałem zajęcia rozwijające moje umiejętności. Ponadto, chodziłem na zajęcia z logopedą i uczyłem się w szkole tańca współczesnego –Riviera,
a przez chwilę tańczyłem nawet w zespole ludowym. Zawsze potrafiłem wygospodarować po całym dniu nauki na uczelni, czas dla siebie, a z kolei czas na naukę indywidualną, musiałem znaleźć chociażby w środku nocy. Nigdy nie chciałem rezygnować z czegokolwiek, co w jakimś stopniu mnie rozwijało. Dlatego też, podczas tego trudnego roku, odwiedziłem wiele konkursów i festiwali. Ten rok jednak sprawił, że umiem najwięcej, ale już w innej materii. Nauczyłem się przede wszystkim samodzielności i samodyscypliny, ponieważ pierwszy raz wyprowadziłem się z domu, z dala od przyjaciół i musiałem na nowo nauczyć się funkcjonować w nowym środowisku. Bardzo dobrze wspominam to wszystko
z perspektywy czasu. A kontakt z ludźmi z poprzednich studiów utrzymuję do dziś.

Czy aktorstwo jest tym, co od zawsze chciałeś robić? Nie żałujesz swojej decyzji
w kwestii rezygnacji ze studiów medycznych?

– Pomysł o zdawaniu do szkoły teatralnej pojawił się w trzeciej klasie gimnazjum, ale zupełnie nie miałem wtedy pojęcia, z czym to się wiąże i jaka to długa i ciężka wędrówka. Nie miałem pojęcia, ani o tych studiach, ani o zawodzie aktora. Jednak udało mi się przez kilka następnych lat poznać fantastycznych ludzi i ten światw teorii, i w mniejszej lub większej praktyce. Nie żałuje decyzji, ponieważ całe życie zastanawiałbym się, jak niezwykle mogłoby być. To, że szkoła niesie również jakieś rozczarowania, to chyba jest to po prostu jej przywilej. Każde studia składają się z elementów, które uwielbiamy i z takich, które nas rozczarowują. Ja staram się zmieniać sposób widzenia, jeśli uświadomię sobie, że na coś po prostu nie mam wpływu. Wiem, że na inne studia mogę pójść zawsze. Matury nikt mi nie zabierze, a ze swoimi wynikami wiem, że mogę spokojnie robić, co zechce. Dostałem szansę możliwości sprawdzenia, jak wygląda taka szkoła i wiedziałem, że nieważne,
co będzie, muszę skorzystać.

Jak wspominasz udział w projektach filmowych/serialowych? Czy będziemy mogli zobaczyć Ciebie w polskich telenowelach?

– To za każdym razem totalnie inna praca, nie wiem z czego to wynika, ale każdy plan jest zupełnie inny. Mimo, iż niekiedy spotyka się znów tych samych ludzi. Z perspektywy czasu nie żałuje swoich udziałów w takich przedsięwzięciach, a przynajmniej staram się nie żałować, jednak zawsze na planie, zanim zaczniemy, mam w głowie myśl typu: „co ja tu robię?”, „ile można?”, „mam dość, to z pewnością jest ostatni raz”, zwłaszcza kiedy zaczynasz plan o czwartej nad ranem a kończysz z nadgodzinami, około pierwszej lub drugiej w nocy. To się tyczy większych produkcji filmowych albo seriali z ogromnym budżetem typu „Najlepszy”, gdzie ekipa może sobie pozwolić na kręcenie dwóch scen dziennie. W „Pierwszej miłości” dla odmiany potrafią nakręcić pięć scen, w zaledwie trzy godziny. Małe epizody w polskich serialach już mam na koncie. Udział w tym, niesie ze sobą wiele plusów dla młodego aktora, natomiast uważam, że na wszystko jeszcze jest czas. Aktualnie studiuję i chcę zrobić świetny dyplom na zakończenie studiów, kiedy studiujesz medycynę, nikt nie oczekuje, że na czwartym roku będziesz przyjmował pacjentów w przychodzi, więc jeśli pytasz, czy zasilę w najbliższej przyszłości obsadę „Korony Królów”
to z dumą odpowiem, że nie. (śmiech)

Nad czym obecnie pracujesz? Co ostatnio pochłania Ci najwięcej czasu? Czy młody aktor może pozwolić sobie na wakacyjny „chillout”?

– Zawsze śmieje się, że artyści mają wolne wtedy, kiedy inni pracują. Dla studenta szkoły teatralnej, który cały rok przeważnie jest zamknięty w budynku, w którym rozwija swój warsztat i wrażliwość, wakacje są czasem, który chce wykorzystać na jakieś działanie. Aktualnie kończę pracę na planie krótkiego metrażu młodego reżysera ze szkoły filmowej
w Katowicach. Spędziliśmy fantastyczny czas na mazurach, gdzie mieliśmy bardzo wyczerpujące zdjęcia – temperatura nas nie rozpieszczała, a czas pracy stanowiły głównie zdjęcia w nocy. Miałem kilkudniową przerwę od planu, bo musiałem wrócić do Warszawy, gdzie w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza brałem udział w Narodowym Czytaniu Przedwiośnia m.in. u boku Mateusza Damięckiego, a także musiałem zaliczyć kilka castingów, ale teraz w stolicy czekają nas jeszcze dokrętki i myślę, że pod koniec października będzie można obejrzeć efekt końcowy filmu. Jest to bardzo ładna historia matki i syna. Ja wcielam się w postać 17-letniego Adama, a moją mamą jest Magdalena Różańska. Oprócz tego właśnie przygotowuję scenariusz do dyplomu indywidualnego,
który muszę zrealizować na czwartym roku w akademii. To mój ostatni warsztatowy rok, więc chciałbym wykorzystać go najintensywniej jak mogę, a w tym wszystkim chciałbym realizować prace, które przede wszystkim będą sprawiały mi przyjemność. Zawsze sobie powtarzałem, że jeśli coś Ci nie sprawia przyjemności, to po prostu tego nie rób. Dzisiaj świat daje tyle możliwości, więc nic tylko korzystać.

Jakie momenty w twojej karierze wspominasz najmilej? Jakie wydarzenia utkwią Ci długo w pamięci?

– Myślę, że „kariera” jest co najmniej szarżą słowem. Bardziej nazywam moje funkcjonowanie na scenie przygodą. I z tej przygody, w pamięci, staram się magazynować tylko dobre wspomnienia, wyrzucam negatywną energię i szybko się regeneruje. Dlatego mógłbym wymieniać, wymieniać, wymieniać i do jutra byśmy nie skończyli. Każde spotkanie z widzem było dla mnie miłe, każda nagroda, którą udało mi się zdobyć, każde brawa, każdy SMS po obejrzanym odcinku serialu albo filmie, o którym nikogo nie informowałem czy nawet zwykłe wsparcie bliskich, myślę, że w tym wszystkim wsparcie bliskich jest najważniejsze. No i oczywiście moment, w którym odbieram telefon, że dostaję się do Akademii Sztuk Teatralnych, wtedy jeszcze PWST.

Co jeszcze Cię czeka w bieżącym roku? Jakie masz plany? Czym możesz nas jeszcze czymś zaskoczyć? Wiem, że miałeś zamiar prowadzić kolejny raz warsztaty z młodymi ludźmi. Udało się?

– Pierwsza połowa roku była bardzo intensywna. Już w styczniu wziąłem udział w konkursie na interpretacje monologów szekspirowskich dla aktorów zawodowych w Teatrze Polskim w Poznaniu, którego zostałem finalistą, później czekała mnie zimowa sesja i tak od stycznia ciągle coś się wydarza, że chciałbym aby w bieżącym roku znalazł się dla mnie jeszcze czas na odpoczynek. Zrobiliśmy w szkole sześć egzaminów, a nasz spektakl „Open the Doorman” został zaproszony na festiwal w Teatrze w Białymstoku. Zagrałem epizod w nowym serialu „Ślad”, który wkrótce będzie miał premierę w Polsacie, zagrałem główną rolę w krótkim metrażu, zrobiłem kilka reklam głosowych, pracowałem z recytatorami oraz wyreżyserowałem recytatorce monodram, który zdobył dwie pierwsze nagrody i dostał się do finału turnieju monodramów „Sam na scenie” w Słupsku, także na brak pracy dzięki Bogu jeszcze nie narzekam. W czerwcu bieżącego roku dostałem do poprowadzenia warsztat na finale 63. Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego – to najstarsza impreza tego typu i najważniejsza w Polsce, wielokrotnie byłem laureatem OKR, od jakiegoś czasu juroruję w Rzeszowie na eliminacjach wojewódzkich i sam również pracuję z młodzieżą. Dostałem w tym roku Nagrodę im. Pawła Opęchowskiego dla najmłodszego instruktora teatralnego. To właśnie Ogólnopolski Konkurs Recytatorski pozwolił mi w 2013 roku wystąpić w Teatrze Polskim w Warszawie i spowodował, że ktoś pierwszy raz zapłacił za miejsce na widowni, aby mnie oglądać. Jestem ogromnie związany z tym konkursem i coraz częściej angażuję się w jego promocję – nie tylko na moich warsztatach, ale również można poczytać o tym w magazynie „Scena”, w którym pojawiają się moje artykuły. Chciałbym mu również poświęcić moją pracę magisterską. Coraz więcej dostaję propozycji jurorowania na konkursach żywego słowa i zawsze staram się to łączyć z warsztatami dla młodzieży i dorosłych, a także chcę podzielić się jak największą ilością informacji o fajnych imprezach, festiwalach czy warsztatach, gdzie można spotkać fantastyczne osoby czy rozwijać swój warsztat i wrażliwość. Jako osoba pochodząca z małego miasteczka, które nie ma takich możliwości jak duże miasta z większym budżetem, staram się jak mogę przekazywać wszystkim to, czego sam się nauczyłem na wszystkich warsztatach, konkursach i w szkołach. Mam w tym roku również wiele chętnych osób na indywidualną pracę nad słowem, ale moim priorytetem na ten rok są dyplomy w AST, do których próby zaczynam już w połowie października, pierwsza premiera w grudniu i właśnie tym chcę zakończyć swój rok. A od stycznia…. to już czas pokaże.

Wiem, że pochodzisz z małego miasteczka, zdawać by się mogło, że mieszkańcy takich prowincji, mogą tylko popatrzeć na wielkie gwiazdy w telewizji czy reklamach. Jesteś idealnym przykładem tego, że mieszkając w dwunastotysięcznym miasteczku można się wybić i spełnić największe marzenia. Jednak czy nie spotkałeś się z falą krytyki ze strony mieszkańców Lubaczowa?

– Tak, pochodzę z małego miasteczka i z roku na rok coraz bardziej to doceniam. Uważam, że jakoś w mniejszych miastach ludzie żyją wolniej. Poza tym zawsze traktowałem moje rodzinne miasto jako swego rodzaju azyl, ochronę przed „złem całego świata”. Właśnie wyjeżdżając z liceum na pierwsze plany, i dołączając do szkoły przygotowującej w Krakowie poznałem jakieś pierwsze niefajne ludzkie zachowania i nawyki, które dla lubaczowian były obce, a przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Rodzice zostawili mi cały wachlarz – według mnie – człowieczych zachowań, które pozwalają wznieść się wysoko, podając jednocześnie rękę drugiemu człowiekowi. Minusem małego miasta są oczywiście możliwości rozwoju na takim poziomie, jaki serwują nam drogie, wyspecjalizowane szkoły. Między innymi dlatego staram się jeździć po mniejszych miejscowościach i dawać im to czego mi brakowało w moim mieście, choć i tak uważam, że dostałem od swojego domu kultury bardzo dużo. Nie wiem co znaczy „wybić się”. Nigdy nie umiałem zdefiniować tego zwrotu. Gwiazdy są na niebie, a do innej definicji tego słowa bardzo mi daleko. Myślę, że raczej nigdy nie będę mógł się nią „poszczycić” i nie chcę. Ja po prostu, staram się spełniać jakieś marzenia, które kiedyś wpadły mi do głowy. I kiedy uznam, że już wystarczy, że już nie daje mi to takiej przyjemności, to na pewno z tego zrezygnuję. Kiedy ja uznam i kiedy ja zechcę. Na pewno żadne negatywne komentarze tego nie zrobią. Osobiście nigdy nie doświadczyłem jakichś większych negatywnych zachowań, ze strony drugiego człowieka za to, co robię. Natomiast wiem, że niewątpliwie zdarza się to na boku czy w Internecie, i szczerze mówiąc zazdroszczę ludziom takiej ilości wolnego czasu, że marnują go na obrażanie kogoś lub siebie wzajemnie w sieci. Pochodzimy z takich, a nie innych czasów, że ludzie raczej wolą sobie wzajemnie podcinać skrzydła i blokować się i wypełniać swoje usta zawiścią. Ja tak nie mam, i kiedy ktoś upadnie w naszym biegu, chciałbym podać mu rękę, żebyśmy jeszcze razem dobiegli do mety. Dzięki Bogu ominęła mnie ta „moda na hejt”. Czekam aż przyjdzie do Polski to co jest od dawna już modne na zachodzie, czyli „hejtowanie hejterów” i czekam aż ludzie przed wyborami zamiast kłócić się i przekrzykiwać, kto jest gorszy, będą rozmawiać z kulturą i przede wszystkim z szacunkiem, bo każdemu należy się szacunek, bo jesteśmy ludźmi i żyjemy w jednym mieście, w jednym kraju, o tym, co ktoś może zrobić dla nas wszystkich dobrego. Mam dużą dozę dystansu do świata i do ludzi. Kiedyś ktoś mi powiedział, że ludzie wybaczą sobie wszystko, oprócz sukcesu. Jeśli jakiś hejt jest karą za spełnianie marzeń, to jest to żadna cena i chętnie ją zapłacę, bo czerpie siłę z własnego spełnienia, a także od ludzi, którzy są dla mnie ważny i dla których warto to wszystko robić.

W przeciągu zaledwie kilku lat udało Ci się osiągnąć rzeczy, o których nawet nikomu by się nie śniło. Dostanie się do wymarzonej szkoły teatralnej, zdobycie licznych nagród, np. główna nagroda w konkursie na Interpretację Aktorską Biblii i Monologów klasycznych Verba Sacra w Poznaniu, nagroda Prezydenta Miasta Wrocławia czy niepowtarzalne okazje do odegrania ról w dobrych projektach filmowych, u boku profesjonalistów takich jak Robert Gonera, Magdalena Różańska, Rafał Fudalej, Janusz Gajos czy Irena Jun. Czy jest ktoś, komu chciałbyś szczególnie podziękować, za osiągnięcie tych niesamowitych sukcesów?

– Oczywiście, że tak, kiedyś czytałem, że „stwarzają nas ludzie”. Przede wszystkim dziękuje każdego dnia moim rodzicom, którzy nigdy mi niczego nie zabronili, wspierali mnie w każdej mojej decyzji i w każdym działaniu, które podejmowałem, nawet gdy się nie zgadzali. Takiego wsparcia życzę wszystkim. Moi rodzice potrafili nauczyć mnie spokoju zarówno w obliczu sukcesu jak i porażki, a także potrafili mnie postawić do pionu, kiedy trzeba było. Dowozili mnie, przez całe wakacje na plan jednego z filmów, bo był „niedaleko”, czyli około cztery godziny od Lubaczowa, tata wiózł na egzaminy, mama woziła na dworzec o „nieludzkich” godzinach. Naprawdę wiem, że we mnie zawsze wierzą, choć jednocześnie boją się o moją przyszłość, o stabilizację i przyszłą rodzinę, stąd na pewno woleliby, abym skończył również inne studia. Ogromne wsparcie miałem i mam również u przyjaciół.
Każde spotkane z drugim człowiekiem nauczyło mnie wiele. Moja pierwsza instruktorka teatralna, pani Grażyna Bielec dała mi dużo warsztatu, wiedzy, a także mądrości na życie, od tego wszystko się zaczęło i wiem, że gdyby nie zajęcia w Teatrze Małych Form, nie byłbym w miejscu, w którym teraz jestem. Później pani Dorota Zięciowska i jej kadra, każdy juror na festiwalach i konkursach. Olga Bołądź, która na trzy miesiące przed egzaminami do szkoły teatralnej zburzyła dużą część mojej świadomości teatralnej i zaczęła totalną pracę od nowa. No i ostatecznie profesorowie Akademii Sztuk Teatralnych, od których nauczyłem się wiele, nie tylko na scenie, ale przede wszystkim w życiu.

Michał, dziękuję Ci z całego serca, za poświęcony mi czas. Jesteś naprawdę wrażliwą i wartościową osobą. Życzę Ci nieustającego pasma sukcesów, spotykania na swojej drodze niezwykłych, ale wspaniałych i prawdziwych ludzi, z którymi będziesz mógł tworzyć piękną historię na deskach Polskiego Teatru i nie tylko. Niech dobra energia i radość z życia nigdy Cię nie opuszczają. Chcę byś zawsze schodził ze sceny zadowolony i w duchu myślał, że „show must go on”.

– Również dziękuję. Cała przyjemność po mojej stronie.

Rozmawiała Małgorzata Łeska

reklama
Ten baner wyświetlono 1 983 857 razy.

4 komentarze

  1. Michał, dobrze, że jesteś!
    Dziękuję, za wywiad, który uczy, kształtuje, ukazuje i pokazuje…, że można! Trzeba mieć tylko marzenia i wartości, chcieć je poznać. Rozeznać swoje mocne strony – talenty i pracować rozwijając się, to wielka sztuka i olbrzymia praca nad samym sobą i z samym sobą.
    Dziękuję, za Twoją wrażliwość, mądrość, skromność i piękną duszę. Życzę Ci spełnienia marzeń, pięknych głównych ról i bądź „Aktorem z Najwyższej Półki” 😊 Wierzę, że taki właśnie będziesz. Życzę Ci opatrzności Bożej na deskach każdej sceny, przed kamerą, w życiu osobistym, zawodowym i w każdej relacji z drugim człowiekiem 😊

zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here