Jarosławski PKS na rozdrożu

2
fot. TVP Rzeszów

Za ubiegły rok firma odnotowała blisko 2,5 miliona złotych strat czyli połowę tego ile jest warta. Ale starostwo w Jarosławiu, które od niedawna jest właścicielem firmy, nie dopuszcza możliwości jej bankructwa bo korzystają z niej tysiące mieszkańców dojeżdżających do pracy i szkół. W PKS-ie nie obędzie się jednak bez radykalnego programu oszczędnościowego i zwolnień pracowników.

Kłopoty PKS-u narastały od wielu lat. Firma nie zauważyła, że monopol na przewozy się skończył. Systematycznie więc ubywało pasażerów, których przejmowały prywatne firmy. A w PKS-ie wszystko było po staremu otwarcie mówi obecny szef firmy Stanisław Jankisz.
”Nie przeprowadzona żadnej restrukturyzacji, zasady działania są z poprzedniej epoki, którą niemile wspominamy.”

PKS poprzedni rok zamknął stratą blisko 2,5 miliona złotych. Długi zaś sięgają 600 tysięcy złotych. To prosta droga do plajty. Żeby do tego nie dopuścić trzeba zacząć oszczędzać na wszystkim nie obędzie się też bez zwolnień. Obecna załoga PKS-u to 320 osób.
Jerzy Batycki, starosta jarosławski
”Nie będzie to rewolucja, ale co najmniej 10 procent straci pracę, nie ma innego wyjścia, niestety.”

Pan Janusz Jaworski pracuje w PKS-ie od 33 lat. Jest także wiceprzewodniczącym zakładowej Solidarności dobrze więc wie, że sytuacja zakładu jest fatalna i oszczędności są konieczne, ale jego zdaniem nie można tego robić kosztem ludzi, którzy od lat nie dostali podwyżki i zarabiają netto 1100-1300 złotych.
”Przede wszystkim nie szukać oszczędności kosztem tych biedaków, tylko szukać pieniędzy na drodze – tam są pasażerowie, którzy stoją i marzną i trzeba ich zabierać.”

Związkowcy podpowiadają, że trzeba nie tylko lepiej walczyć o pasażerów, ale też pozbyć się niepotrzebnych już budynków. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że nie uchroni to przed zwolnieniami – może jednak zmniejszyć ich skalę.
Zbigniew Rogala, ZZ „Kontra”
”W tej chwili jesteśmy w kropce – bo jeśli mamy przetrwać to muszą być bolesne środki, ale we właściwym kierunku, żeby nie zwalniać tych, którzy są potrzebni.”

Szukając oszczędności nowy zarząd PKS-u zamierza także jeszcze raz przeanalizować wszystkie dotychczasowe kursy.
Stanisław Jankisz, prezes PKS Jarosław
”Tam gdzie jest to nierentowne będziemy prosić poszczególne samorządy by je dofinansowały, bo to obowiązkiem każdej gminy jest zapewnienie dojazdu – tak jest na w Rzeszowie.”

Pomoc w ratowaniu PKS-u deklarują także dwa sąsiednie powiaty – lubaczowski i przeworski, których mieszkańcy także korzystają z usług tego przewoźnika. W ubiegłym roku PKS przewiózł 4,5 miliona osób.

Źródło: Krzysztof Kuchaj, TVP Rzeszów


2 komentarze

  1. Smutne to.
    Dzisiaj prawie w każdym gospodarstwie domowym są 2 auta. Ludzie nie są już tak uzależnieni od PKS-ów.
    Jednak czasami przychodzi taki dzień, że trzeba skorzystać z ich usług jak to miało miejsce rok temu.
    Dojeżdżałem do pracy z Lubaczowa do Jarosławia.
    Bezpośredniego optymalnego połączenia nie było. Alternatywą było podjechanie PKS-em do Oleszyc i z Oleszyc zabrać się ze znajomą jej autem do Jarosławia.
    Kierowca autobusu większość trasy przejechał na „luzie” tocząc się ok 40 km/h co wprawiało mnie i nie tylko o nudności. Człowiek się do pracy śpieszy a kierowca sobie luzuje i podróż krótkiej trasy się przeciąga.
    Drugą sprawą jest to, że zamiast małych i oszczędnych busów, PKS na trasy wypuszcza duże autokary, które w 90% jadą puste.

zostaw odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here