Opinia publiczna nie będzie mogła śledzić przebiegu procesu byłego marszałka województwa podkarpackiego Mirosława Karapyty. Tak postanowił Sąd Rejonowy w Przemyślu na pierwszej rozprawie w tej sprawie, która odbyła się w poniedziałek.

Sędzia Andrzej Kowalczyk wyprosił z sali dziennikarzy stwierdzając, że jawność rozprawy mogłaby naruszyć ważny interes prywatny zarówno pokrzywdzonych kobiet, jak i oskarżonego.
Proces dotyczy 16 zarzutów, które oskarżonemu postawiła prokuratura. Dotyczą między innymi korupcji, płatnej protekcji, ale też czerpania korzyści seksualnych w zamian za załatwienie spraw urzędowych. Mirosław Karapyta, który zgadza się na podawanie nazwiska i publikację wizerunku – nie przyznaje się do winy.
– Dla mnie to jest pięć lat, pięć lat życia, proszę sobie to przełożyć na swoje własne życie, a jeżeli chodzi o komentarz to krótki, tak jak powiedziałem na wstępie nie przyznaje się do zarzutów i idę do sądu z pozytywnym nastawieniem, na pozytywne rozstrzygnięcie – mówił do dziennikarzy.
Sprawa ciągnie się od lutego 2013 roku, kiedy to CBA przeprowadzili kontrolę w Urzędzie Marszałkowskim w Rzeszowie oraz w mieszkaniu marszałka. Agenci szukali wtedy dokumentów dotyczących wydatkowania dotacji, polityki zatrudnienia, przetargów i wyjazdów zagranicznych zarządu. Marszałek przebywał wówczas na urlopie w Brazylii. W kwietniu 2013 roku został zatrzymany, a po wpłaceniu 60 tys. zł. poręczenia wyszedł na wolność. Proces nie mógł ruszyć od kilku lat bo wyłączali się kolejni sędziowie. Gdy zapadła decyzja, ze rozprawa toczyć się będzie przed Sądem Rejonowym w Przemyślu oskarżony znalazł się w szpitalu. Po przebytym zabiegu obrońcy Mirosława Karapyty przedstawili kolejne zaświadczenia.
elubaczow.com, Radio Rzeszów, TVP Rzeszów
